Pisałam już o ortografii zalecanej na bożonarodzeniowych kartkach świątecznych (tutaj), dla porządku więc – i ze względu na wiosenną porę – coś o drugich ważnych świętach w roku, czyli o Wielkanocy. Problemy, z którymi zetknąć się mogą autorzy wielkanocnych kartek, są zasadniczo dwa (bo inne zostały omówione w ramach opisu bożonarodzeniowej ortografii):
1. Nazwa samego święta – Wielkanoc – i kłopot nie tylko z jej zapisem, lecz również z deklinacją (odmianą) słowa.
2. Pisownia nazwy zwyczaju oblewania się wodą w wielkanocny poniedziałek, czyli zapis zestawienia śmigus-dyngus.
Co do pierwszej kwestii – mamy do wyboru kilka możliwości. Możemy napisać:
1. „Wesołych/Radosnych/Najlepszych... świąt wielkanocnych”, czyli nie używając nazwy własnej święta, lecz pochodzącego od niej przymiotnika. W takim przypadku zalecam pisownię małymi literami – tak w polszczyźnie zapisujemy przymiotniki, niezależnie od tego, czy pochodzą od wyrazów pospolitych (np. szkoła – szkolny, mgła – mglisty), czy od nazw własnych (np. Europa – europejski, Polska – polski). Tłumaczenie zasadności pisowni wielką literą obu (!) określeń w podanym wyżej zdaniu (czyli pisanie: „Wesołych Świąt Wielkanocnych”) jest moim zdaniem nieco naciągane – przecież jeśli ktoś chce wyraźnie podkreślić uroczysty i ważny dla niego charakter okresu Wielkiejnocy, może użyć nazwy własnej, najlepiej oddającej znaczenie słowa Wielkanoc.
2. „Z okazji Wielkanocy...”, czyli wymieniając nazwę święta, ale odmieniając tylko drugi człon zrostu (słowo Wielkanoc zostało utworzone w wyniku „zlepienia się” dwóch innych słów: wielka+noc; podobnie jest np. ze słowami dobranoc = dobra+noc, Rzeczpospolita = rzecz+pospolita czy zmartwychwstanie = z+martwych+wstanie). To chyba zapis najczęściej spotykany na wielkanocnych kartkach i – dodajmy – najbardziej bezpieczny.
3. „Z okazji Wielkiejnocy...”, czyli z nazwą własną, w której odmieniamy oba człony zrostu. Takie użycie słowa Wielkanoc nada bardziej uroczystego i oficjalnego charakteru naszym życzeniom – a o to zwykle przecież na kartkach świątecznych chodzi. Jako rzadsza forma może także wydawać się bardziej staranna albo... bardziej sztuczna – to zależy od odbiorcy życzeń. Niektórzy zapewne też będą się doszukiwać w niej błędu – taki jest już, niestety, urok form rzadkich.
4. „Z okazji Wielkiej Nocy.../ Z okazji świąt Wielkiej Nocy...”, czyli odsyłając do religijnej idei Wielkiego Tygodnia, zgodnie z którą Wielka Niedziela jest zakończeniem pewnego uroczystego okresu rozważań i modlitw. To forma najrzadziej spotykana, ale możliwa do zastosowania i w pełni poprawna, o czym zaświadcza chociażby Słownik ortograficzny PWN (tutaj).
Na kartkach świątecznych zdarza się też nam wspomnieć o lanym poniedziałku/poniedziałku wielkanocnym (właśnie w takiej pisowni – to już bowiem nie nazwa oficjalnego święta, ale zwyczaju!), tj. o drugim dniu świąt wielkanocnych, i o związanym z nim zwyczaju polewania się wodą, czyli o śmigusie-dyngusie. Warto zapamiętać, że śmigus-dyngus zapisujemy małymi literami i z łącznikiem, możemy też użyć równie poprawnej nazwy śmigus (o etymologii tej nazwy można przeczytać choćby w Słowniku mitów i tradycji kultury W. Kopalińskiego, PIW, W-wa 2001).
I na koniec ciekawostka (dla mnie było to swego czasu odkrycie): ogólna nazwa zabawki używanej do polewania się wodą w lany poniedziałek (pistolet, jajko itp.) to... psikawka, a nie sikawka.
Życzę Państwu wesołych (i trochę mokrych, za sprawą psikawki) świąt!
piątek, 20 marca 2015
poniedziałek, 2 marca 2015
Jak pisać? Dowolnie!
Większość z nas (także: większość z nas, korektorów i redaktorów) narzeka na trudności w polskiej ortografii, na nie zawsze spójne zasady rodzimej pisowni i wreszcie (tak, tak!) na nierzadko nieoczywiste wskazówki językoznawców. Postanowiłam zatem pokrzepić niepocieszonych, przygotowując poniższe zestawienie wyrazów o podwójnej pisowni. Tych słów nie jest może dużo, ale zawsze to jakaś ulga, że istnieją w polszczyźnie wyrazy, które można notować na różne sposoby – i niezależnie od wybranej formy zapisu nie popełnimy błędu!
Wyrazy podaję w kolejności alfabetycznej. Oto tuzin słów, które ułatwią życie niejednemu użytkownikowi polszczyzny :-).
1. Dwom / dwóm / dwu – wszystkie podane tu formy liczebnika są poprawne!
2. Dzióbek / dziobek – jeśli chcemy napisać o części ciała u ptaków (otwór gębowy) lub o tym elemencie dzbanka czy czajnika, przez który leje się płyn, albo wreszcie podać nacechowane pieszczotliwie określenie twarzy/ust, możemy wybrać między formami dzióbek a dziobek. Dla ułatwienia: dzióbek, bo dziób, dziobek, bo dzioby.
A forma dziub? Mimo że notuje ją najstarszy słownik języka polskiego (autorstwa Samuela Lindego) jako oboczną do dziób, jest dziś niepoprawna. Jej etymologię wywodzić należy bowiem od przestarzałego już obecnie czasownika dziubać, czyli „kłuć", zatem słowa zgoła różniącego się znaczeniem od omawianych tutaj form (a zwłaszcza od pieszczotliwego określenia ust).
3. DzU / Dz.U. – skrót rodem z tekstów prawniczych według słowników powinien być zapisywany w formie DzU, jednak w praktyce w przeważającej liczbie przypadków spotyka się zapis z kropkami (Dz.U.). Warto pamiętać, że obie formy są poprawne.
4. Łebek / łepek – pisowni tego wyrazu poświęcony był już jeden z postów w tym blogu (zobacz tutaj), tu zatem tylko powtórzę, że można napisać zarówno łebek (bo łeb), jak i łepek (bo łepetyna). Uwaga! Poprawne są też dwie formy przymiotników: łebski i łepski!!!
5. Notabene / nota bene – Słownik wyrazów obcych Władysława Kopalińskiego notuje obie formy (zobacz tutaj), a jednak w Słowniku ortograficznym PWN znajdziemy tylko pisownię łączną (zobacz tutaj). Zwrot pochodzący z języka łacińskiego zrósł się bowiem w polszczyźnie i zmienił swoje pierwotne znaczenie (po łacinie nota bene to „zauważ dobrze”, po polsku notabene znaczy „nawiasem mówiąc”). Sprawę pisowni tej formy należy zatem rozstrzygnąć tak: w polskich tekstach raczej zapiszemy notabene, w łacińskich – tylko nota bene.
6. Pełnoletność / pełnoletniość – obie formy są poprawne, choć ta druga została zaakceptowana niedawno.
7. Pidżama / piżama – pierwotnie była tylko pidżama (w starszych słownikach języka polskiego podawane są obie formy, ale pidżama jako pierwsza), potem także piżama (i była z początku traktowana jako forma niestaranna), dziś to pierwotna pidżama uznawana jest jako forma przestarzała (choć poprawna), a częściej słyszymy (i czytamy) o piżamie. Oba zapisy są jednak wciąż poprawne. Ciekawa jest historia tego słowa, dawniej oznaczającego luźny strój – zarówno nocny, jak i plażowy (zobacz tutaj): zostało zapożyczone z perskiego za pośrednictwem kolejno angielskiego (stąd pidżama) i francuskiego (dlatego piżama).
8. Pineska / pinezka – wynaleziona na początku XX w. pierwotnie (i przez sporą część swojej niedługiej wszak historii) zapisywana była po polsku tylko jako pinezka (tym samym polska pisownia odzwierciedlała francuską wymowę słowa [pynez], od którego wywodzi się etymologia wyrazu: punaise, tj. pluskwa). Dopiero pod koniec XX w. (w 1992 r.) uznano za poprawną także pisownię pineska, która to pisownia odpowiada wymowie słowa. Zatem dzisiaj piszemy i pineska, i pinezka. Albo (dziś już to niestety forma przestarzała) pluskiewka :-).
9. Plastik / plastyk – jako określenie surowca. Możemy pisać i tak, i tak, choć częściej (i słusznie!) wybierana jest forma plastik – dzięki temu także w pisowni można rozróżnić plastik jako materiał od plastyka jako twórcy (choćby i dzieł z plastiku :-) ).
10. Pospieszny / pośpieszny – a także (co niektórych nieodmiennie dziwi): pospiech / pośpiech. Tutaj znów: kiedyś częstszy był pospiech, jednak z czasem dostosowano pisownię do wymowy i dzisiaj to raczej pospiech traktowany jest jako niepoprawny – niesłusznie!
11. Przezroczysty /przeźroczysty – choć rzadziej spotkać można zapis ze zmiękczoną spółgłoską (przeźroczysty), jest on w pełni poprawny. Oboczna pisownia z / ź obowiązuje też w wyrazach pokrewnych do przezroczystego / przeźroczystego.
12. Triumf / tryumf – dawniej były Tryumfy Króla niebieskiego (w XVIII-wiecznej kolędzie śpiewanej do dziś), dzisiaj zapis tryumf jest coraz rzadszy i coraz częściej traktowany jako przestarzały (brzmi sztucznie i jest dalszy od łacińskiego triumphus, z którego to słowa się wywodzi). A jednak i triumf, i tryumf to poprawne ortograficznie formy.
Wyrazy podaję w kolejności alfabetycznej. Oto tuzin słów, które ułatwią życie niejednemu użytkownikowi polszczyzny :-).
1. Dwom / dwóm / dwu – wszystkie podane tu formy liczebnika są poprawne!
2. Dzióbek / dziobek – jeśli chcemy napisać o części ciała u ptaków (otwór gębowy) lub o tym elemencie dzbanka czy czajnika, przez który leje się płyn, albo wreszcie podać nacechowane pieszczotliwie określenie twarzy/ust, możemy wybrać między formami dzióbek a dziobek. Dla ułatwienia: dzióbek, bo dziób, dziobek, bo dzioby.
A forma dziub? Mimo że notuje ją najstarszy słownik języka polskiego (autorstwa Samuela Lindego) jako oboczną do dziób, jest dziś niepoprawna. Jej etymologię wywodzić należy bowiem od przestarzałego już obecnie czasownika dziubać, czyli „kłuć", zatem słowa zgoła różniącego się znaczeniem od omawianych tutaj form (a zwłaszcza od pieszczotliwego określenia ust).
3. DzU / Dz.U. – skrót rodem z tekstów prawniczych według słowników powinien być zapisywany w formie DzU, jednak w praktyce w przeważającej liczbie przypadków spotyka się zapis z kropkami (Dz.U.). Warto pamiętać, że obie formy są poprawne.
4. Łebek / łepek – pisowni tego wyrazu poświęcony był już jeden z postów w tym blogu (zobacz tutaj), tu zatem tylko powtórzę, że można napisać zarówno łebek (bo łeb), jak i łepek (bo łepetyna). Uwaga! Poprawne są też dwie formy przymiotników: łebski i łepski!!!
5. Notabene / nota bene – Słownik wyrazów obcych Władysława Kopalińskiego notuje obie formy (zobacz tutaj), a jednak w Słowniku ortograficznym PWN znajdziemy tylko pisownię łączną (zobacz tutaj). Zwrot pochodzący z języka łacińskiego zrósł się bowiem w polszczyźnie i zmienił swoje pierwotne znaczenie (po łacinie nota bene to „zauważ dobrze”, po polsku notabene znaczy „nawiasem mówiąc”). Sprawę pisowni tej formy należy zatem rozstrzygnąć tak: w polskich tekstach raczej zapiszemy notabene, w łacińskich – tylko nota bene.
6. Pełnoletność / pełnoletniość – obie formy są poprawne, choć ta druga została zaakceptowana niedawno.
7. Pidżama / piżama – pierwotnie była tylko pidżama (w starszych słownikach języka polskiego podawane są obie formy, ale pidżama jako pierwsza), potem także piżama (i była z początku traktowana jako forma niestaranna), dziś to pierwotna pidżama uznawana jest jako forma przestarzała (choć poprawna), a częściej słyszymy (i czytamy) o piżamie. Oba zapisy są jednak wciąż poprawne. Ciekawa jest historia tego słowa, dawniej oznaczającego luźny strój – zarówno nocny, jak i plażowy (zobacz tutaj): zostało zapożyczone z perskiego za pośrednictwem kolejno angielskiego (stąd pidżama) i francuskiego (dlatego piżama).
8. Pineska / pinezka – wynaleziona na początku XX w. pierwotnie (i przez sporą część swojej niedługiej wszak historii) zapisywana była po polsku tylko jako pinezka (tym samym polska pisownia odzwierciedlała francuską wymowę słowa [pynez], od którego wywodzi się etymologia wyrazu: punaise, tj. pluskwa). Dopiero pod koniec XX w. (w 1992 r.) uznano za poprawną także pisownię pineska, która to pisownia odpowiada wymowie słowa. Zatem dzisiaj piszemy i pineska, i pinezka. Albo (dziś już to niestety forma przestarzała) pluskiewka :-).
9. Plastik / plastyk – jako określenie surowca. Możemy pisać i tak, i tak, choć częściej (i słusznie!) wybierana jest forma plastik – dzięki temu także w pisowni można rozróżnić plastik jako materiał od plastyka jako twórcy (choćby i dzieł z plastiku :-) ).
10. Pospieszny / pośpieszny – a także (co niektórych nieodmiennie dziwi): pospiech / pośpiech. Tutaj znów: kiedyś częstszy był pospiech, jednak z czasem dostosowano pisownię do wymowy i dzisiaj to raczej pospiech traktowany jest jako niepoprawny – niesłusznie!
11. Przezroczysty /przeźroczysty – choć rzadziej spotkać można zapis ze zmiękczoną spółgłoską (przeźroczysty), jest on w pełni poprawny. Oboczna pisownia z / ź obowiązuje też w wyrazach pokrewnych do przezroczystego / przeźroczystego.
12. Triumf / tryumf – dawniej były Tryumfy Króla niebieskiego (w XVIII-wiecznej kolędzie śpiewanej do dziś), dzisiaj zapis tryumf jest coraz rzadszy i coraz częściej traktowany jako przestarzały (brzmi sztucznie i jest dalszy od łacińskiego triumphus, z którego to słowa się wywodzi). A jednak i triumf, i tryumf to poprawne ortograficznie formy.
sobota, 14 lutego 2015
Jak postąpić z Murzynem?
Koleżanka, która pracuje jako nauczycielka w jednej z warszawskich szkół podstawowych, zdradziła mi ostatnio: „Wiesz, nie mam już siły dyskutować z uczniami i ich rodzicami o tym, że słowo Murzyn jest jak najbardziej poprawne, niedyskryminujące, nieobraźliwe itd. To po prostu neutralne określenie, błędnie dyskwalifikowane w imię źle pojętej poprawności politycznej”. Zdziwiłam się, bo wydawało mi się, że tego typu dyskusje, wywołane kilka lat temu przez fundację Afryka (polecam bardzo dobry artykuł na ten temat z dziennika „Rzeczpospolita” – tutaj) zupełnie już przycichły, a sprawa Murzyna zniknęła równie gwałtownie, jak wybuchła. Jak się okazuje, racji nie miałam, a słowo Murzyn nadal budzi emocje, choć może już nie publicznie jak jeszcze niedawno: temat niegdyś polityczny stał się teraz problemem „ulicznym”, rozstrzyganym w mowie potocznej i nie przez dziennikarzy, profesorów czy językoznawców (w tym kontekście polecam lekturę reportażu z „Dużego Formatu" – tutaj), ale przez zwykłych użytkowników języka.
Nie zamierzam tu powielać tez stawianych przez różnych autorów – zainteresowanych odsyłam do wyżej przywołanych tekstów z „Rzeczpospolitej” i „Dużego Formatu”, a także do takich, ciekawych moim zdaniem, felietonów, jak ten z portalu Oblicza Kultury (tutaj) czy z gazety „Gość Niedzielny” (tutaj) albo post z bloga Eksploatyka (tutaj). Postanowiłam tylko uporządkować kwestie językowe – wypunktowuję je poniżej.
1. Etymologia. W Słowniku etymologicznym języka polskiego autorstwa Aleksandra Brücknera znajdziemy następujące wyjaśnienie etymologii słowa Murzyn: pochodzi ono od murzyć się, czyli czernić, autor przywołuje w tym kontekście niemiecki (Mohr) i łaciński (Maurus) źródłosłów, dodając także greckie Maurowlachia – słowo, które dosłownie należałoby przetłumaczyć jako „ciemni, czarni Włosi”. Zatem słowo Murzyn w świetle tej etymologii to to samo, co Czarny (zob. niżej).
2. Ortografia. Trzeba pamiętać, że słowo Murzyn ma w polszczyźnie dwojaką pisownię – sposób zapisu odzwierciedla znaczenie tego określenia. Jeśli zapiszemy Murzyn wielką literą, wskazujemy, że chodzi o neutralną nazwę rasy, natomiast już napisanie murzyn odsyła do negatywnego skojarzenia – jest wtedy pogardliwym wskazaniem na człowieka wykonującego za innych niewdzięczną robotę lub wykorzystywanego (jak niewolnik) przez innych. To zresztą nie jedyne tak rozróżniane w pisowni słowo w polszczyźnie – podobnie jest np. ze słowem Cygan/cygan czy Żyd/żyd (w tym ostatnim przypadku rozróżnienie dotyczy jednak narodowości – wielka litera – lub wyznawanej wiary – mała litera). W mowie na neutralne bądź pejoratywne zabarwienie słowa Murzyn (tudzież innych) wskazywać może wyłącznie kontekst i ton wypowiedzi.
3. Frazeologia. Istnieje w polszczyźnie powiedzenie, które ma wybitnie negatywne konotacje: „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”. Miłośnikom serialu Alternatywy 4 od razu skojarzy się zapewne odcinek 5 z Abrahamem Lincolnem (postać grana przez Ryszarda Raduszewskiego; w innym z odcinków nazwana Negatywem – tutaj) przekopującym w ramach czynu społecznego osiedlowy trawnik. To zdanie, przywoływane także w politycznej dyskusji na temat słowa Murzyn, stanowi najmocniejszy argument przeciwników Murzyna w polszczyźnie – według oponujących przeciw Murzynowi pogarda pobrzmiewająca w tym powiedzeniu rzutuje na inne użycia wyrazu Murzyn, tym samym sprawiając, że omawiane słowo przestało być neutralne. I o ile trudno się nie zgodzić, że frazeologizm „Murzyn zrobił swoje...” jest rasistowski, o tyle już rozszerzanie znaczenia tego frazeologizmu na każde inne użycie słowa Murzyn wydaje się za daleko idącym wnioskiem.
4. Tendencje rozwojowe języka. W Poradni językowej PWN (tutaj) znaleźć można wypowiedź językoznawcy prof. Marka Łazińskiego wskazującą na dostosowywanie się polszczyzny do innych języków i – w omawianym kontekście – ustępowanie słowa Murzyn słowu Czarny. Czy jednak taki zabieg na języku ma sens? W świetle przywołanej wyżej etymologii, a także wobec negatywnych przecież skojarzeń ze słowem czarnuch czy wyrażeniem robota na czarno, należałoby na to pytanie odpowiedzieć przecząco.
Tyle kwestii językowych. Co zatem zrobić z Murzynem? Pod przywołanym wyżej postem z bloga Eksploatyka znalazłam taki komentarz: „Poprawność językowa to jest taka sama choroba jak lekceważenie i atakowanie ludzi. Zapomina się wtedy od głębszym sensie”. Zgoda, ale pod jednym warunkiem: jako jednostkę chorobową należałoby też zakwalifikować poprawność polityczną. Jej zwolennicy często bowiem zapominają o sensie słów wywodzonym przecież z ich etymologii, historii w polszczyźnie, a przede wszystkim z kontekstów, w jakich te słowa funkcjonują. I jako że konteksty bywają różne, nie da się do słów takich jak Murzyn stosować zawsze jednakowej miary. To do nas, użytkowników języka, należy decyzja, które określenie wybrać w danej sytuacji – musimy przy tym brać pod uwagę tradycję językową (a zgodnie z nią, powtórzmy, wyraz Murzyn jest neutralny), ale i dobro naszych rozmówców (jeśli ci są przedstawicielami rasy czarnej i odbierają jako negatywne nazywanie ich Murzynami). I nawet jeśli w danym kontekście słusznie będziemy starać się unikać danego określenia, nie chciejmy unikać go w ogóle, by w efekcie nie uczynić z niego właśnie wyrazu pogardliwego czy pejoratywnego na stałe.
Nie zamierzam tu powielać tez stawianych przez różnych autorów – zainteresowanych odsyłam do wyżej przywołanych tekstów z „Rzeczpospolitej” i „Dużego Formatu”, a także do takich, ciekawych moim zdaniem, felietonów, jak ten z portalu Oblicza Kultury (tutaj) czy z gazety „Gość Niedzielny” (tutaj) albo post z bloga Eksploatyka (tutaj). Postanowiłam tylko uporządkować kwestie językowe – wypunktowuję je poniżej.
1. Etymologia. W Słowniku etymologicznym języka polskiego autorstwa Aleksandra Brücknera znajdziemy następujące wyjaśnienie etymologii słowa Murzyn: pochodzi ono od murzyć się, czyli czernić, autor przywołuje w tym kontekście niemiecki (Mohr) i łaciński (Maurus) źródłosłów, dodając także greckie Maurowlachia – słowo, które dosłownie należałoby przetłumaczyć jako „ciemni, czarni Włosi”. Zatem słowo Murzyn w świetle tej etymologii to to samo, co Czarny (zob. niżej).
2. Ortografia. Trzeba pamiętać, że słowo Murzyn ma w polszczyźnie dwojaką pisownię – sposób zapisu odzwierciedla znaczenie tego określenia. Jeśli zapiszemy Murzyn wielką literą, wskazujemy, że chodzi o neutralną nazwę rasy, natomiast już napisanie murzyn odsyła do negatywnego skojarzenia – jest wtedy pogardliwym wskazaniem na człowieka wykonującego za innych niewdzięczną robotę lub wykorzystywanego (jak niewolnik) przez innych. To zresztą nie jedyne tak rozróżniane w pisowni słowo w polszczyźnie – podobnie jest np. ze słowem Cygan/cygan czy Żyd/żyd (w tym ostatnim przypadku rozróżnienie dotyczy jednak narodowości – wielka litera – lub wyznawanej wiary – mała litera). W mowie na neutralne bądź pejoratywne zabarwienie słowa Murzyn (tudzież innych) wskazywać może wyłącznie kontekst i ton wypowiedzi.
3. Frazeologia. Istnieje w polszczyźnie powiedzenie, które ma wybitnie negatywne konotacje: „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”. Miłośnikom serialu Alternatywy 4 od razu skojarzy się zapewne odcinek 5 z Abrahamem Lincolnem (postać grana przez Ryszarda Raduszewskiego; w innym z odcinków nazwana Negatywem – tutaj) przekopującym w ramach czynu społecznego osiedlowy trawnik. To zdanie, przywoływane także w politycznej dyskusji na temat słowa Murzyn, stanowi najmocniejszy argument przeciwników Murzyna w polszczyźnie – według oponujących przeciw Murzynowi pogarda pobrzmiewająca w tym powiedzeniu rzutuje na inne użycia wyrazu Murzyn, tym samym sprawiając, że omawiane słowo przestało być neutralne. I o ile trudno się nie zgodzić, że frazeologizm „Murzyn zrobił swoje...” jest rasistowski, o tyle już rozszerzanie znaczenia tego frazeologizmu na każde inne użycie słowa Murzyn wydaje się za daleko idącym wnioskiem.
4. Tendencje rozwojowe języka. W Poradni językowej PWN (tutaj) znaleźć można wypowiedź językoznawcy prof. Marka Łazińskiego wskazującą na dostosowywanie się polszczyzny do innych języków i – w omawianym kontekście – ustępowanie słowa Murzyn słowu Czarny. Czy jednak taki zabieg na języku ma sens? W świetle przywołanej wyżej etymologii, a także wobec negatywnych przecież skojarzeń ze słowem czarnuch czy wyrażeniem robota na czarno, należałoby na to pytanie odpowiedzieć przecząco.
Tyle kwestii językowych. Co zatem zrobić z Murzynem? Pod przywołanym wyżej postem z bloga Eksploatyka znalazłam taki komentarz: „Poprawność językowa to jest taka sama choroba jak lekceważenie i atakowanie ludzi. Zapomina się wtedy od głębszym sensie”. Zgoda, ale pod jednym warunkiem: jako jednostkę chorobową należałoby też zakwalifikować poprawność polityczną. Jej zwolennicy często bowiem zapominają o sensie słów wywodzonym przecież z ich etymologii, historii w polszczyźnie, a przede wszystkim z kontekstów, w jakich te słowa funkcjonują. I jako że konteksty bywają różne, nie da się do słów takich jak Murzyn stosować zawsze jednakowej miary. To do nas, użytkowników języka, należy decyzja, które określenie wybrać w danej sytuacji – musimy przy tym brać pod uwagę tradycję językową (a zgodnie z nią, powtórzmy, wyraz Murzyn jest neutralny), ale i dobro naszych rozmówców (jeśli ci są przedstawicielami rasy czarnej i odbierają jako negatywne nazywanie ich Murzynami). I nawet jeśli w danym kontekście słusznie będziemy starać się unikać danego określenia, nie chciejmy unikać go w ogóle, by w efekcie nie uczynić z niego właśnie wyrazu pogardliwego czy pejoratywnego na stałe.
niedziela, 1 lutego 2015
O przecinkach słów kilka
Z pewnością większość użytkowników języka dbających o poprawność swoich wypowiedzi zapytana o to, jakie językowe mody uważa za szczególnie drażniące, na którymś z pierwszych miejsc wymieni nadmiar anglicyzmów. Przyznam, że ta wada współczesnej polszczyzny także i dla mnie jest jedną z najgorszych, a śledzenie wpływów języka angielskiego na naszą rodzimą mowę staje się powoli moim konikiem. Tym razem jednak nie będę pisać o kuriozalnym często stylu tekstów branżowych (np. informatycznych czy z zakresu nauk ekonomicznych) lub języku artykułów o modzie i urodzie (było o tym niedawno – tutaj) ani o wywodzonym z angielskiego urodzaju wielkich liter – napiszę za to o… przecinkach.
Problem dotyczy głównie cytowanych w tekstach wypowiedzi np. jakichś autorytetów w dziedzinie, o której traktuje dana publikacja, albo (w beletrystyce) przytaczanych monologów wewnętrznych bohaterów powieści czy opowiadań. Za anglicyzm uznaję następujące formy zapisu:
1. W cytatach: „Uważam, że nasi piłkarze ręczni powinni wygrać mecz z Katarem”, powiedział trener reprezentacji Polski. „Sędziowie byli dla naszej drużyny niesprawiedliwi”.
2. W monologach wewnętrznych bohaterów: „I cóż, że przegrałam”, pomyślała Jane. „To i tak nie miało już znaczenia”.
Anglicyzmem jest tu użycie przecinka zamiast myślnika w miejscach, gdzie w obręb cytatu (tak traktować też można myśli bohatera powieści/opowiadania) wtrącone zostały komentarze autora czy narratora tekstu. Zatem poprawny – zgodny z rodzimymi zwyczajami interpunkcyjnymi – zapis powinien wyglądać tak:
1. W cytatach: „Uważam, że nasi piłkarze ręczni powinni wygrać mecz z Katarem – powiedział trener reprezentacji Polski. – Sędziowie byli dla naszej drużyny niesprawiedliwi”.
2. W monologach wewnętrznych bohaterów: „I cóż, że przegrałam – pomyślała Jane. – To i tak nie miało już znaczenia”.
Argumentem zwykle podnoszonym przez autorów czy tłumaczy tekstów za wersją z przecinkami jest to, że taki zapis wydaje się im logiczniejszy, czytelniejszy, a przede wszystkim… częstszy. Moje kontrargumenty? Oto one:
1. Częstsze jest dla nas zwykle to, co częściej widzimy. Jeśli ktoś czyta głównie anglojęzyczne teksty, przyzwyczaja się do stosowanych tam zasad i uznaje je za poprawne (i jedynie słuszne), po czym bezwiednie kopiuje je na grunt polszczyzny, nie zastanawiając się nad obowiązującymi w naszym języku – innymi – zwyczajami interpunkcyjnymi.
2. Czytelność publikacji nierzadko uzyskuje się dzięki ujednoliceniom określonych sposobów zapisu. Ten argument należy odnieść przede wszystkim do tekstów beletrystycznych, w których w dialogach w języku polskim tradycyjnie* stosujemy myślniki. Per analogiam zatem zastosowanie podobnego zapisu w monologach wewnętrznych (tym odróżniających się od dialogów tylko, że myśli bohaterów zwykle zamykamy w cudzysłowie lub zapisujemy kursywą) sprawia, że tekst staje się lepszy edytorsko, bo forma zapisu różnych wypowiedzi (dialogowych i monologowych) jest podobna.
3. Czytelność tekstów jest m.in. wynikiem uświadomienia sobie przez ich autora (czy tłumacza) pewnej hierarchii znaków interpunkcyjnych. Wedle tej hierarchii przecinek jest najsłabszym znakiem interpunkcyjnym, myślnik natomiast mocniej wyodrębnia przedzielane nim części wypowiedzi, wskazując na ich różny charakter czy różne funkcje. Porównajmy:
„W czwartek, jak mi się zdaje, byłam w kinie”.
„W czwartek – jak mi się zdaje – byłam w kinie”.
Stąd zastosowanie myślnika w cytatach czy monologach wewnętrznych przeplatanych komentarzami narratora/autora wydaje się o wiele lepszym zabiegiem, wyraźniej bowiem podkreśla odrębność przytaczanych kwestii od tego, co jest głosem wobec nich zewnętrznym.
4. Dbając o poprawność, zawsze warto sięgnąć do Słownika ortograficznego PWN – i to chyba jest najmocniejszy argument. Otóż na początku tego kompendium wiedzy o pisowni polskiej znaleźć można zasady ortograficzne i interpunkcyjne. Wśród nich np. taką, dotyczącą cudzysłowu właśnie: „Jeśli w obręb cytatu wprowadzono jakieś komentarze: autora czy narratora — wydzielamy je myślnikami” (całość zasady razem z przykładem tutaj).
Tropiąc wpływy języka angielskiego na polszczyznę, często zwracamy uwagę na kopiowanie słownictwa czy całych frazeologizmów, rzadziej na tak nieistotne pozornie szczegóły jak znaki interpunkcyjne. Tymczasem także w zmieniającej się polskiej interpunkcji widać niepotrzebne zupełnie anglicyzmy. Dlatego moja batalia przeciwko przecinkom nie jest wskazaniem na wyższość jednych znaków interpunkcyjnych nad innymi, ale apelem o uświadomienie sobie różnic między angielskim a polskim sposobem zapisu.
* Piszę „tradycyjnie”, ponieważ na świeżo mam w pamięci sposób zapisu przyjęty np. w powieści Adáma Bodora pt. Ptaki Wierchowiny (Wołowiec 2014), gdzie świadomie nie zastosowano żadnych znaków interpunkcyjnych wydzielających wypowiedzi i monologi bohaterów od toku narracji, co dało efekt stopienia się narracji z dialogami i monologami postaci.
Problem dotyczy głównie cytowanych w tekstach wypowiedzi np. jakichś autorytetów w dziedzinie, o której traktuje dana publikacja, albo (w beletrystyce) przytaczanych monologów wewnętrznych bohaterów powieści czy opowiadań. Za anglicyzm uznaję następujące formy zapisu:
1. W cytatach: „Uważam, że nasi piłkarze ręczni powinni wygrać mecz z Katarem”, powiedział trener reprezentacji Polski. „Sędziowie byli dla naszej drużyny niesprawiedliwi”.
2. W monologach wewnętrznych bohaterów: „I cóż, że przegrałam”, pomyślała Jane. „To i tak nie miało już znaczenia”.
Anglicyzmem jest tu użycie przecinka zamiast myślnika w miejscach, gdzie w obręb cytatu (tak traktować też można myśli bohatera powieści/opowiadania) wtrącone zostały komentarze autora czy narratora tekstu. Zatem poprawny – zgodny z rodzimymi zwyczajami interpunkcyjnymi – zapis powinien wyglądać tak:
1. W cytatach: „Uważam, że nasi piłkarze ręczni powinni wygrać mecz z Katarem – powiedział trener reprezentacji Polski. – Sędziowie byli dla naszej drużyny niesprawiedliwi”.
2. W monologach wewnętrznych bohaterów: „I cóż, że przegrałam – pomyślała Jane. – To i tak nie miało już znaczenia”.
Argumentem zwykle podnoszonym przez autorów czy tłumaczy tekstów za wersją z przecinkami jest to, że taki zapis wydaje się im logiczniejszy, czytelniejszy, a przede wszystkim… częstszy. Moje kontrargumenty? Oto one:
1. Częstsze jest dla nas zwykle to, co częściej widzimy. Jeśli ktoś czyta głównie anglojęzyczne teksty, przyzwyczaja się do stosowanych tam zasad i uznaje je za poprawne (i jedynie słuszne), po czym bezwiednie kopiuje je na grunt polszczyzny, nie zastanawiając się nad obowiązującymi w naszym języku – innymi – zwyczajami interpunkcyjnymi.
2. Czytelność publikacji nierzadko uzyskuje się dzięki ujednoliceniom określonych sposobów zapisu. Ten argument należy odnieść przede wszystkim do tekstów beletrystycznych, w których w dialogach w języku polskim tradycyjnie* stosujemy myślniki. Per analogiam zatem zastosowanie podobnego zapisu w monologach wewnętrznych (tym odróżniających się od dialogów tylko, że myśli bohaterów zwykle zamykamy w cudzysłowie lub zapisujemy kursywą) sprawia, że tekst staje się lepszy edytorsko, bo forma zapisu różnych wypowiedzi (dialogowych i monologowych) jest podobna.
3. Czytelność tekstów jest m.in. wynikiem uświadomienia sobie przez ich autora (czy tłumacza) pewnej hierarchii znaków interpunkcyjnych. Wedle tej hierarchii przecinek jest najsłabszym znakiem interpunkcyjnym, myślnik natomiast mocniej wyodrębnia przedzielane nim części wypowiedzi, wskazując na ich różny charakter czy różne funkcje. Porównajmy:
„W czwartek, jak mi się zdaje, byłam w kinie”.
„W czwartek – jak mi się zdaje – byłam w kinie”.
Stąd zastosowanie myślnika w cytatach czy monologach wewnętrznych przeplatanych komentarzami narratora/autora wydaje się o wiele lepszym zabiegiem, wyraźniej bowiem podkreśla odrębność przytaczanych kwestii od tego, co jest głosem wobec nich zewnętrznym.
4. Dbając o poprawność, zawsze warto sięgnąć do Słownika ortograficznego PWN – i to chyba jest najmocniejszy argument. Otóż na początku tego kompendium wiedzy o pisowni polskiej znaleźć można zasady ortograficzne i interpunkcyjne. Wśród nich np. taką, dotyczącą cudzysłowu właśnie: „Jeśli w obręb cytatu wprowadzono jakieś komentarze: autora czy narratora — wydzielamy je myślnikami” (całość zasady razem z przykładem tutaj).
Tropiąc wpływy języka angielskiego na polszczyznę, często zwracamy uwagę na kopiowanie słownictwa czy całych frazeologizmów, rzadziej na tak nieistotne pozornie szczegóły jak znaki interpunkcyjne. Tymczasem także w zmieniającej się polskiej interpunkcji widać niepotrzebne zupełnie anglicyzmy. Dlatego moja batalia przeciwko przecinkom nie jest wskazaniem na wyższość jednych znaków interpunkcyjnych nad innymi, ale apelem o uświadomienie sobie różnic między angielskim a polskim sposobem zapisu.
* Piszę „tradycyjnie”, ponieważ na świeżo mam w pamięci sposób zapisu przyjęty np. w powieści Adáma Bodora pt. Ptaki Wierchowiny (Wołowiec 2014), gdzie świadomie nie zastosowano żadnych znaków interpunkcyjnych wydzielających wypowiedzi i monologi bohaterów od toku narracji, co dało efekt stopienia się narracji z dialogami i monologami postaci.
czwartek, 15 stycznia 2015
Dowierzać czy nie?
Wczoraj w serwisie Gazeta.pl na stronie głównej i w dziale plotkarskim przez kilka godzin można było „podziwiać" następujące zdanie: „A my patrzymy i niedowierzamy" (dowód powyżej). I może nie pisałabym tego posta (bo gdyby chcieć się odnosić do wszystkich, nierzadko kardynalnych „ortów" zauważonych w jednym z bardziej poczytnych serwisów informacyjnych, nie starczyłoby czasu na nic innego), gdyby nie fakt, że także w redagowanych przeze mnie ostatnio tekstach ten błąd wielokrotnie się powtarzał.
Być może źródłem pomyłki jest tutaj pisownia innych czasowników zaczynających się od „niedo-", czyli: niedowidzieć i niedomagać, a także niedosłyszeć (w znaczeniu wady słuchu), albo stosunkowo często spotykany rzeczownik pokrewny do zaprzeczenia nie dowierzać, tj. niedowierzanie, zapisywany łącznie, ponieważ reguła głosi, że nie z rzeczownikami należy pisać razem.
Jednak w przypadku słowa dowierzać w wersji zaprzeczonej musimy stosować inną zasadę, zgodnie z którą partykułę nie z czasownikami piszemy oddzielnie – i tylko tak (zrosty niedomagać, niedosłyszeć, niedowidzieć, a także kilka czasowników utworzonych od rzeczowników zaczynających się od „nie": niewolić, nienawidzić, niepokoić – to wyjątki! Są tak nieliczne, że warto je wkuć i nie zapominać o nich). By łatwiej było pamiętać pisownię zaprzeczenia nie dowierzać, wystarczy spojrzeć na poniższy przykład:
nie wierzyć ale niewiara.
środa, 14 stycznia 2015
Śledztwo jak się patrzy
Zabawiłam się wczoraj w detektywa – przedmiotem poszukiwań było słówko patrzeć (przy czym nie chodziło wcale o oboczność form „patrzeć/patrzyć"), a impulsem do wertowania słowników i zasobów internetu było pozornie proste pytanie mojego kolegi: „Jak się powinno mówić – patrzeć czy patrzeć się?”. I ponieważ odpowiedź, której szybko udzieliłam („Oczywiście patrzeć. Bo patrzeć się to błąd”), wydała mi się zbyt intuicyjna, postanowiłam zbadać problem głębiej, zupełnie nie spodziewając się, że będzie to śledztwo tak trudne, a jego rezultat okaże się wcale niejednoznaczny.
Pierwszy trop poprowadził mnie ku stwierdzeniu, że „patrzeć się” to regionalizm. Potwierdzają to niektóre słowniki (np. Współczesny słownik języka polskiego pod red. B. Dunaja, Warszawa 1996; Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny pod red. H. Zgółkowej, Poznań 2000) czy poradniki językowe (choćby J. Bralczyk, Mówi się, Warszawa 2008, s. 209), nie notując wszak, z którego obszaru Polski miałby ów regionalizm pochodzić. Jedyne miarodajne źródło, tym razem internetowe (chodzi o Słownik gwary miejskiej Poznania opracowywany przy udziale poznańskiej redakcji WN PWN – zob. tutaj), wskazuje, że zwrotna forma czasownika patrzeć pochodzi z terenów Wielkopolski.
I to mnie zaniepokoiło. Kolega wszak pochodzi z Krakowa, pytanie zainspirowały jego rozmowy prowadzone z krakusami (i jego spory na omawiany temat z krakowianami właśnie), skąd więc ten Poznań i ta Wielkopolska?
Drugim wątkiem śledztwa stało się zatem zakwalifikowanie formy patrzeć się jako dopuszczalnej jedynie w języku potocznym. Takie, liberalne jak mi się początkowo zdawało, podejście też znajduje potwierdzenie w słownikach, chociażby w internetowym Słowniku języka polskiego WN PWN (zob. tutaj). Pomyślałam: skoro jest frazeologizm „jak się patrzy” – całkiem poprawny i oznaczający tyle co „świetny, doskonały; świetnie, należycie” – to może użytkownicy języka błędnie interpretują formę patrzeć się jako jedynie poprawną i stosują ją zawsze, nie zważając na to, że jest dopuszczalna tylko w wyżej wymienionym zwrocie. By się utwierdzić w tym przekonaniu, sięgnęłam do starszych słowników, a przede wszystkim do etymologii czasownika patrzeć, by wytropić pochodzenie zwrotu „jak się patrzy”.
I tu znów coś odkryłam. Coś, co jeszcze bardziej mnie zdumiało.
W Słowniku etymologicznym języka polskiego Aleksandra Brücknera trafiłam bowiem na informację, że istnieje poprawna (choć dziś już mocno przestarzała) konstrukcja patrzy mi się oznaczająca tyle co „należy mi się”. Konstrukcję tę w językach słowiańskich można znaleźć tylko w polskim i czeskim, od niej wywodzi się właśnie zwrot „jak się patrzy”. Potwierdzenia tej tezy dostarczają starsze (i całkiem stare) wydania słowników języka polskiego. Dostarczają też jednak jeszcze innych informacji.
Trzeci trop w badaniach prowadzi bowiem ku stwierdzeniu, że forma patrzeć się jest... całkowicie poprawna, choć – powiedzmy to od razu – nie neutralna. Mówi o tym już pierwszy słownik języka polskiego, ten autorstwa Samuela Lindego, gdzie znajdziemy formę patrzyć się na coś i jej następującą definicję: „przypatrywać się, oczy wlepione mieć w kogo” (Słownik języka polskiego, S.B. Linde, t. II, cz. 2, Warszawa 1811). Inne słowniki polszczyzny (np. pod redakcją J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego z 1908 r. czy pod redakcją W. Doroszewskiego z 1964 r.) notują nawet takie cytaty z literatury, jak zdania napisane przez Stanisława Staszica („Patrzy się na niego długo, podnosi oczy ku niebu i odchodzi”) czy Stefana Żeromskiego („Rozłożysty, nad lasy wyniesiony wierzchołek patrzy się z władczego cypliska w szerokie niziny”). Formę patrzeć się należałoby zatem definiować jako „patrzeć bardziej”, a występujący w niej zaimek „się” to nie tyle sygnał, że czasownik „patrzeć" jest zwrotny, ile wzmocnienie treści.
Jaka jest konkluzja?
Mówmy patrzeć, kiedy chodzi nam o wyrażenie zwyczajnej czynności („Na co tak patrzysz?”, „Popatrz – ładnie mi w tej sukience?”, „Janek patrzy na Gosię”, „Nie widzę, choć patrzę i patrzę”) – w ten sposób nikt nie zakwalifikuje naszej wypowiedzi jako mniej starannej (bo potocznej, dawnej czy regionalnej) ani jako zbyt ekspresywnej. Nie wzbraniajmy się jednak przed formą patrzeć się, ale pamiętajmy, by używać jej tylko wtedy, gdy chcemy wyraźnie zaznaczyć, że chodzi o patrzenie intensywne, o wgapianie się lub patrzenie, które ma ustalić wyraźną hierarchię (takie, w którym podmiot wyraźnie dominuje nad obserwowanym obiektem).
Pierwszy trop poprowadził mnie ku stwierdzeniu, że „patrzeć się” to regionalizm. Potwierdzają to niektóre słowniki (np. Współczesny słownik języka polskiego pod red. B. Dunaja, Warszawa 1996; Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny pod red. H. Zgółkowej, Poznań 2000) czy poradniki językowe (choćby J. Bralczyk, Mówi się, Warszawa 2008, s. 209), nie notując wszak, z którego obszaru Polski miałby ów regionalizm pochodzić. Jedyne miarodajne źródło, tym razem internetowe (chodzi o Słownik gwary miejskiej Poznania opracowywany przy udziale poznańskiej redakcji WN PWN – zob. tutaj), wskazuje, że zwrotna forma czasownika patrzeć pochodzi z terenów Wielkopolski.
I to mnie zaniepokoiło. Kolega wszak pochodzi z Krakowa, pytanie zainspirowały jego rozmowy prowadzone z krakusami (i jego spory na omawiany temat z krakowianami właśnie), skąd więc ten Poznań i ta Wielkopolska?
Drugim wątkiem śledztwa stało się zatem zakwalifikowanie formy patrzeć się jako dopuszczalnej jedynie w języku potocznym. Takie, liberalne jak mi się początkowo zdawało, podejście też znajduje potwierdzenie w słownikach, chociażby w internetowym Słowniku języka polskiego WN PWN (zob. tutaj). Pomyślałam: skoro jest frazeologizm „jak się patrzy” – całkiem poprawny i oznaczający tyle co „świetny, doskonały; świetnie, należycie” – to może użytkownicy języka błędnie interpretują formę patrzeć się jako jedynie poprawną i stosują ją zawsze, nie zważając na to, że jest dopuszczalna tylko w wyżej wymienionym zwrocie. By się utwierdzić w tym przekonaniu, sięgnęłam do starszych słowników, a przede wszystkim do etymologii czasownika patrzeć, by wytropić pochodzenie zwrotu „jak się patrzy”.
I tu znów coś odkryłam. Coś, co jeszcze bardziej mnie zdumiało.
W Słowniku etymologicznym języka polskiego Aleksandra Brücknera trafiłam bowiem na informację, że istnieje poprawna (choć dziś już mocno przestarzała) konstrukcja patrzy mi się oznaczająca tyle co „należy mi się”. Konstrukcję tę w językach słowiańskich można znaleźć tylko w polskim i czeskim, od niej wywodzi się właśnie zwrot „jak się patrzy”. Potwierdzenia tej tezy dostarczają starsze (i całkiem stare) wydania słowników języka polskiego. Dostarczają też jednak jeszcze innych informacji.
Trzeci trop w badaniach prowadzi bowiem ku stwierdzeniu, że forma patrzeć się jest... całkowicie poprawna, choć – powiedzmy to od razu – nie neutralna. Mówi o tym już pierwszy słownik języka polskiego, ten autorstwa Samuela Lindego, gdzie znajdziemy formę patrzyć się na coś i jej następującą definicję: „przypatrywać się, oczy wlepione mieć w kogo” (Słownik języka polskiego, S.B. Linde, t. II, cz. 2, Warszawa 1811). Inne słowniki polszczyzny (np. pod redakcją J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego z 1908 r. czy pod redakcją W. Doroszewskiego z 1964 r.) notują nawet takie cytaty z literatury, jak zdania napisane przez Stanisława Staszica („Patrzy się na niego długo, podnosi oczy ku niebu i odchodzi”) czy Stefana Żeromskiego („Rozłożysty, nad lasy wyniesiony wierzchołek patrzy się z władczego cypliska w szerokie niziny”). Formę patrzeć się należałoby zatem definiować jako „patrzeć bardziej”, a występujący w niej zaimek „się” to nie tyle sygnał, że czasownik „patrzeć" jest zwrotny, ile wzmocnienie treści.
Jaka jest konkluzja?
Mówmy patrzeć, kiedy chodzi nam o wyrażenie zwyczajnej czynności („Na co tak patrzysz?”, „Popatrz – ładnie mi w tej sukience?”, „Janek patrzy na Gosię”, „Nie widzę, choć patrzę i patrzę”) – w ten sposób nikt nie zakwalifikuje naszej wypowiedzi jako mniej starannej (bo potocznej, dawnej czy regionalnej) ani jako zbyt ekspresywnej. Nie wzbraniajmy się jednak przed formą patrzeć się, ale pamiętajmy, by używać jej tylko wtedy, gdy chcemy wyraźnie zaznaczyć, że chodzi o patrzenie intensywne, o wgapianie się lub patrzenie, które ma ustalić wyraźną hierarchię (takie, w którym podmiot wyraźnie dominuje nad obserwowanym obiektem).
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Jestem kulturystką! :-)
Z radością znalazłam niedawno swoje nazwisko w szacownym gronie „kulturystów" języka. Listę takową publikuje witryna Zdrowa Mowa, będąca - jak głoszą jej twórcy - zdroworozsądkowym poradnikiem językowym. Serdecznie dziękuję autorom zestawienia za to wyróżnienie - bez fałszywej skromności czy kokieterii uznając uwzględnienie mnie na wspomnianej liście za prawdziwy zaszczyt. A użytkownikom mojego bloga w ramach postanowień noworocznych obiecuję, że nie będę ustawać w popularyzowaniu poprawnej i pięknej polszczyzny. Jakaż byłaby ze mnie bowiem kulturystka, gdybym zarzuciła regularne ćwiczenia?! :-)

Oczywiście wszystkim polecam poradnik Zdrowa Mowa. Jego twórcy podjęli się trudnego zadania: chcą w sposób przystępny, nierzadko dowcipny, a przede wszystkim skondensowany (tworzą językowe porady dające się przyswoić w 2 minuty!) przekazać zasady poprawnego komunikowania się po polsku ludziom bardzo zajętym (menedżerowie, przedsiębiorcy etc.) i udowodnić, że polszczyzna wcale nie jest taka trudna. Trzeba tylko znaleźć właściwe proporcje między surowością i sztywnością językoznawcy a bezmyślną nierzadko tolerancją i zwykłym językowym niechlujstwem. W pełni popieram!

Oczywiście wszystkim polecam poradnik Zdrowa Mowa. Jego twórcy podjęli się trudnego zadania: chcą w sposób przystępny, nierzadko dowcipny, a przede wszystkim skondensowany (tworzą językowe porady dające się przyswoić w 2 minuty!) przekazać zasady poprawnego komunikowania się po polsku ludziom bardzo zajętym (menedżerowie, przedsiębiorcy etc.) i udowodnić, że polszczyzna wcale nie jest taka trudna. Trzeba tylko znaleźć właściwe proporcje między surowością i sztywnością językoznawcy a bezmyślną nierzadko tolerancją i zwykłym językowym niechlujstwem. W pełni popieram!
Subskrybuj:
Posty (Atom)