Końcówka „-
o” była już „bohaterem” kilku postów publikowanych na tej stronie (np. o słowie „logo”
tutaj, o zdrobnieniach „Jasio”, „misio”
tutaj). Temat jednak będzie powracał, a ja niezmiennie zamierzam orędować za odmienianiem wyrazów rodzaju męskiego i nijakiego zakończonych w mianowniku na „-
o”.
Powyższy zrzut ze strony Gazeta.pl (chodzi o nagłówek
A w radio wspominają aktora...) dowodzi, że problem końcówki „-
o” dotyczy nie tylko wyrazów nowych w polszczyźnie („log
o”) czy nazw własnych („Tesc
o”), ale także, wtórnie, ta powszechna tendencja zaczyna obejmować wyrazy zapożyczone już dawno, o od lat usankcjonowanej odmianie („radi
o” – uwaga, nieodmienianie wyrazów „radio”, „studio” itp. to błąd!). Co do słów w polszczyźnie stosunkowo nowych – najczęściej boimy się je odmieniać z prostych powodów:
• żeby nie popełnić błędu,
• traktując nazwę jako zastrzeżony znak towarowy – co znaczy: wyraz jedynie poprawny w formie mianownikowej (tego, że taka tendencja jest obecna w polszczyźnie, najlepiej dowodzi nazwa IKEA – z tego, co się dowiedziałam, pracując nad pewną publikacją z dziedziny public relations, zakaz odmieniania nazwy jest w tym przypadku „odgórny”, a nad jego respektowaniem czuwa sztab marketingowców firmy!).
Ale jak wygląda sprawa z wyrazami starymi? Dlaczego wracamy do staroświecko przecież brzmiących i tak naprawdę niepoprawnych wyrażeń „w radi
o”, „do studi
o”, dlaczego przestajemy odmieniać nie tylko nazwy sklepów czy firm, ale także np. imiona męskie zakończone na „-
o” (ostatnio w książce przełożonej z języka angielskiego przez bardzo dobrą skądinąd tłumaczkę hurtowo musiałam zmieniać imię bohatera Mil
o w przypadkach zależnych – autorka przekładu, po chwili zastanowienia, sama zdumiała się, że uległa powszechnej tendencji, i ofiarnie pomagała mi w dokonaniu korekty*)? Jak to się dzieje, że rzadki przecież problem wyrazów zakończonych na „-
ao”, których ze względu na problemy z wymową lepiej nie odmieniać (np. „kak
ao” – proszę spróbować wymówić „z kakaem” i resztę sobie dopowiedzieć), rozciągnięto na odmianę innych wyrazów rodzaju męskiego i nijakiego zakończonych na „-
o”?
Na te pytania nietrudno odpowiedzieć. Ekspansja wyrazów obcych, zwłaszcza anglicyzmów, którą w ostatnich latach obserwujemy, sprawia, że użytkownicy polszczyzny próbują znaleźć złoty środek mogący pogodzić reguły rządzące w języku polskim i angielskim. Efekt? To, na czym budowane są struktury językowe w polszczyźnie (deklinacja), coraz bardziej się sypie, zanika, ustępuje miejsca tak dziwacznym przecież konstrukcjom, jak np. „Pojadę do Tesc
o”, „Rozmawiałem z Zoz
o” czy „Lubię słuchać radi
o”. Takie wypowiedzi brzmią po prostu sztucznie.
Te rozważania wypadałoby zakończyć jakąś radą. Ta brzmi: nie bójmy się odmieniać nie tylko wyrazów „radio”, „Milo” czy „studio”, ale też „logo” czy „Tesco” – taka odmiana nie jest ani trudna, ani błędna.
* W tym kontekście ciekawostka: lekturą w klasie II szkół podstawowych jest leciwa już (I wydanie z 1933 r.!) książka Jana Grabowskiego pt.
Puc, Bursztyn i goście. Jednym z jej sympatycznych bohaterów jest piesek Mikad
o – jego imię jest poprawnie odmieniane (Mikad
ę, z Mikad
em, o Mikadzi
e...) i może stanowić wzorzec dla niejednej współcześnie wydawanej książki z bohaterem o imieniu zakończonym na „-
o”. Inna sprawa, że jak się domyślam, wielu rodziców, sekundując swoim pociechom w dobrnięciu do końca książki, także właśnie odmienianie imienia Mikada kładzie na karb staroświeckości języka tej lektury. Niesłusznie!