Jeszcze jedna krakowska i przyimkowa dygresja. Zdarza się słyszeć i czytać, np. na internetowych forach, że ktoś mieszka „na Hucie". Autorzy tej błędnej frazy być może (nie zgłębialiśmy bowiem zbyt wnikliwie tego tematu) chcieli w ten sposób rozróżnić przyimkami dwie konstrukcje – „w hucie", czyli w przedsiębiorstwie produkcyjnym, oraz „na Hucie", czyli na którymś z nowohuckich osiedli. Szukając ucieczki przed dosłownością (nikt nie mieszka przecież w hucie, czyli na terenie zakładu przemysłowego), ostatecznie i tak wpadli w jej pułapkę (proszę sobie wyobrazić mieszkanie na hucie - to dopiero dziwactwo!). Wpadli zresztą jak i ci użytkownicy języka polskiego, którzy upierają się, by mówić/pisać na urzędową modłę „mieszkam przy ulicy", zamiast „mieszkam na ulicy", tłumacząc to tym, że nikt - wyjąwszy bezdomnych - nie mieszka na ulicy. Niby prawda, ale język w tym przypadku ma swoją „tradycję" i wyrażenie „przy ulicy" nieodmiennie jest klasyfikowane jako gorsze, bo rodem ze stylu urzędowego.
A co z tą Hutą? Nowa Huta to dzielnica Krakowa, więc skoro nikt, jak mamy nadzieję, nie powie „mieszkam na dzielnicy XYZ", tak i nikt nie powinien mówić „mieszkam na Hucie". Mieszka się w Hucie (a jeszcze lepiej: w Nowej Hucie), bo „jedzie się do Huty", nie zaś „na Hutę". No chyba że ktoś ma zamiar zorganizować zbrojny najazd - na Hutę...
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
Kram z przyimkami
W języku polskim coraz częstsze są problemy z przyimkami na i do, a także na i w. Chodzi tu o przypadki określania ruchu (np. „jadę na osiedle Oświecenia”; „idę do szkoły”; „zmierzam na pocztę” itp.) oraz miejsca dziania się czegoś (np. „siedzę w domu”; „jestem na poczcie”; „mieszkam na osiedlu Lotniczym”). I nie chodzi tu tylko o przypadki konkretnych nazw miejscowych (jak np. w jednym z ostatnio redagowanych przez nas tekstów – folder informacyjny z gatunku przewodnika – problem dzielnicy krakowskiej Prokocim: autor upierał się, że „rzecz dzieje się na Prokocimiu”), ale też o połączenia z rzeczownikami pospolitymi, w tym przede wszystkim z rzeczownikiem „osiedle” (w znaczeniu: osiedla mieszkaniowego w mieście).
Przypomnijmy ogólną zasadę: jeśli coś dzieje się w („jestem w szkole/ w domu/ w mieście” itp.), to przy określeniach ruchu użyjemy przyimka do („idę do szkoły/ do domu/ do miasta” itp.); jeśli natomiast coś dzieje się na („kupuję na poczcie/ na stacji benzynowej” itp.), to przy określeniach ruchu użyjemy przyimka na („idę na pocztę/ na stację benzynową” itp.). Zgodnie z tą zasadą „mieszkam na osiedlu”, bo „jadę na osiedle”. Zatem często notowane określenia „w osiedlu” są niepoprawne, jeśli rzeczownika „osiedle” używamy w znaczeniu skupiska bloków/domów w mieście.
Wróćmy na chwilę do przypadku Prokocimia. Autor redagowanej przez nas publikacji bronił swojego stanowiska tezą, że skoro jest osiedle Nowy Prokocim, to właśnie wyrażenie „na Prokocimiu” jest jedynie słuszne, bo w domyśle mamy „na (osiedlu) Prokocim”. Taki skrót, i wynikające z niego skrzyżowanie dwóch związków wyrazowych, jest jednak w języku nieuprawniony, przede wszystkim dlatego, że w tym przypadku w przewodniku mowa była o dzielnicy Prokocim, a nie o osiedlu Nowy Prokocim. W takich sytuacjach zachowanie rozróżnienia służy precyzji językowej i należy tego ściśle pilnować.
Przypomnijmy ogólną zasadę: jeśli coś dzieje się w („jestem w szkole/ w domu/ w mieście” itp.), to przy określeniach ruchu użyjemy przyimka do („idę do szkoły/ do domu/ do miasta” itp.); jeśli natomiast coś dzieje się na („kupuję na poczcie/ na stacji benzynowej” itp.), to przy określeniach ruchu użyjemy przyimka na („idę na pocztę/ na stację benzynową” itp.). Zgodnie z tą zasadą „mieszkam na osiedlu”, bo „jadę na osiedle”. Zatem często notowane określenia „w osiedlu” są niepoprawne, jeśli rzeczownika „osiedle” używamy w znaczeniu skupiska bloków/domów w mieście.
Wróćmy na chwilę do przypadku Prokocimia. Autor redagowanej przez nas publikacji bronił swojego stanowiska tezą, że skoro jest osiedle Nowy Prokocim, to właśnie wyrażenie „na Prokocimiu” jest jedynie słuszne, bo w domyśle mamy „na (osiedlu) Prokocim”. Taki skrót, i wynikające z niego skrzyżowanie dwóch związków wyrazowych, jest jednak w języku nieuprawniony, przede wszystkim dlatego, że w tym przypadku w przewodniku mowa była o dzielnicy Prokocim, a nie o osiedlu Nowy Prokocim. W takich sytuacjach zachowanie rozróżnienia służy precyzji językowej i należy tego ściśle pilnować.
niedziela, 27 marca 2011
W tak zacnym gronie...
Jak co miesiąc, dostaliśmy do redakcji teksty urzędowego biuletynu. To lektura zwykle znakomita, gdyż miłośnikom poprawnej polszczyzny dostarcza mnóstwo materiału ilustrującego powszechne błędy językowe. Tak było i tym razem, dzięki czemu na warsztat możemy wziąć chociażby słowo „grono”.
Najpierw kilka wybranych cytatów (w wersji oryginalnej, sprzed poprawek):
1. „Podziemia Rynku i Fabryka Schindlera oraz Stadion Cracovii znalazły się w gronie 10 najlepszych przedsięwzięć roku w Małopolsce”.
2. „Zapewniam Państwa, że to nie koniec i w najbliższym czasie do grona nagrodzonych inwestycji, w tym przypadku muzeów będzie mogło dołączyć kolejne”.
3. „[XYZ] znajduje się w gronie instytucji, które zdecydowały się na wdrożenie Systemu Zarządzania Jakością wg normy ISO 9001. Posiadanie i utrzymywanie certyfikatu zgodności Systemu Zarządzania Jakością z wymaganiami tej normy stawia [XYZ] w gronie nowoczesnych organizacji o wysokich standardach zarządzania, dążących do świadczenia na rzecz mieszkańców usług o najwyższej jakości”.
No właśnie. A przecież słowniki (np. Słownik języka polskiego PWN) notują jak na razie tylko trzy znaczenia słowa „grono” i żadne z nich nie mieści przykładów przytoczonych powyżej. Grono bowiem to: albo grupa ludzi, którzy są ze sobą w jakiś sposób związani, albo kiść owoców, albo – w bardziej specjalistycznym nazewnictwie – kwiatostan/owocostan (taki jak u konwalii, winogron czy porzeczek). Pierwsze z tych znaczeń, które łączy się tylko z określeniami ludzi (np.: „grono osób”, „grono nauczycielskie”, „grono przyjaciół” itp.), coraz częściej błędnie jest wiązane z określeniami bezosobowymi („organizacje”, „instytucje”, a nawet – jak w powyższych cytatach – „inwestycje” czy „przedsięwzięcia”). Mechanizm błędu można zdefiniować tak: autorom tego typu wypowiedzi nie wystarczy już zwykłe słowo „wśród” (np. „wśród 10 najlepszych przedsięwzięć” czy „jest jedną z instytucji)/ dołączył do instytucji”) lub przyimek „do” (np. „do nagrodzonych inwestycji dołączy następna”), bo wydaje się im za mało „wiążące” dany zbiór, zbyt słabo podkreśla elitarność i hermetyczność danej grupy (organizacji, instytucji itp.), stąd jest mniej poważne czy mało nobilitujące. A takiego braku powagi język (zwłaszcza urzędowy) coraz częściej (i zwykle: niezupełnie słusznie) stara się unikać.
Innym powodem błędu może być swego rodzaju skrót językowy. Użytkownicy języka tworzący wypowiedzi w stylu „do grona organizacji należą...”, „w gronie firm znaleźli się...” myślą, że skoro można mówić np. o gronie członków organizacji czy gronie pracowników firmy, to dlaczego nie dałoby się mówić o gronie organizacji/gronie firm? Tymczasem taka kontaminacja jest niepoprawna, czego dowodzą słowniki.
Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Choćby ten, że grono może być zacne, ale bywa też winne – błędom, oczywiście.
Najpierw kilka wybranych cytatów (w wersji oryginalnej, sprzed poprawek):
1. „Podziemia Rynku i Fabryka Schindlera oraz Stadion Cracovii znalazły się w gronie 10 najlepszych przedsięwzięć roku w Małopolsce”.
2. „Zapewniam Państwa, że to nie koniec i w najbliższym czasie do grona nagrodzonych inwestycji, w tym przypadku muzeów będzie mogło dołączyć kolejne”.
3. „[XYZ] znajduje się w gronie instytucji, które zdecydowały się na wdrożenie Systemu Zarządzania Jakością wg normy ISO 9001. Posiadanie i utrzymywanie certyfikatu zgodności Systemu Zarządzania Jakością z wymaganiami tej normy stawia [XYZ] w gronie nowoczesnych organizacji o wysokich standardach zarządzania, dążących do świadczenia na rzecz mieszkańców usług o najwyższej jakości”.
No właśnie. A przecież słowniki (np. Słownik języka polskiego PWN) notują jak na razie tylko trzy znaczenia słowa „grono” i żadne z nich nie mieści przykładów przytoczonych powyżej. Grono bowiem to: albo grupa ludzi, którzy są ze sobą w jakiś sposób związani, albo kiść owoców, albo – w bardziej specjalistycznym nazewnictwie – kwiatostan/owocostan (taki jak u konwalii, winogron czy porzeczek). Pierwsze z tych znaczeń, które łączy się tylko z określeniami ludzi (np.: „grono osób”, „grono nauczycielskie”, „grono przyjaciół” itp.), coraz częściej błędnie jest wiązane z określeniami bezosobowymi („organizacje”, „instytucje”, a nawet – jak w powyższych cytatach – „inwestycje” czy „przedsięwzięcia”). Mechanizm błędu można zdefiniować tak: autorom tego typu wypowiedzi nie wystarczy już zwykłe słowo „wśród” (np. „wśród 10 najlepszych przedsięwzięć” czy „jest jedną z instytucji)/ dołączył do instytucji”) lub przyimek „do” (np. „do nagrodzonych inwestycji dołączy następna”), bo wydaje się im za mało „wiążące” dany zbiór, zbyt słabo podkreśla elitarność i hermetyczność danej grupy (organizacji, instytucji itp.), stąd jest mniej poważne czy mało nobilitujące. A takiego braku powagi język (zwłaszcza urzędowy) coraz częściej (i zwykle: niezupełnie słusznie) stara się unikać.
Innym powodem błędu może być swego rodzaju skrót językowy. Użytkownicy języka tworzący wypowiedzi w stylu „do grona organizacji należą...”, „w gronie firm znaleźli się...” myślą, że skoro można mówić np. o gronie członków organizacji czy gronie pracowników firmy, to dlaczego nie dałoby się mówić o gronie organizacji/gronie firm? Tymczasem taka kontaminacja jest niepoprawna, czego dowodzą słowniki.
Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Choćby ten, że grono może być zacne, ale bywa też winne – błędom, oczywiście.
poniedziałek, 14 marca 2011
Ortografia nie na skróty
Samochód dostawczy firmy Mebelkowo z Mogilan przypomniał nam o nagminnym łamaniu normy językowej, która określa, jak należy pisać skróty. Adres wspomnianej firmy zapisany na samochodzie (podobny zapis widnieje zresztą na stronie WWW firmy – sprawdziliśmy!) wyglądał tak:
„Mebelkowo
....
Mogilany k/Krakowa".
Jakże często zdarza się widzieć (na kopertach, w ogłoszeniach, na stronach WWW, na wizytówkach itp.) podobne niepoprawne zapisy. Mamy więc Frankfurt n/ Menem, Kostrzyn n/ Odrą, Proszowice k/ Krakowa, Świder k/ Warszawy, Dobrzyń n/ Wisłą, Pobiednik k/ Wieliczki...
A przecież polskie normy językowe mówią, że stosowanie ukośnika w skrótach jest błędem ortograficznym, znaki interpunkcyjne, jakie dopuszcza nasz język, to kropka (znakomita większość przypadków) i łącznik (zwany też z angielska dywizem – dosłownie kilka przypadków, np. w skrótach s-ka, czyli spółka, czy z-ca, czyli zastępca).
Problemy z ukośnikiem w polszczyźnie widzimy zresztą nie tylko w „geograficznych” skrótach. Samochód Mebelkowa i przypadek Mogilan k/ Krakowa przypomniał nam o ostatnio przeczytanej „poradzie językowej” w portalu proto.pl (witryna o public relations). Oto pytanie czytelnika i odpowiedź zamieszczona w dziale Poradnia językowa, poddziale Polski (więcej czytaj tutaj):
„Pytanie: Ds. czy d/s?
Odpowiedź: Obie postaci skrótów wyrażenia do spraw są poprawne. W skrótach polskich powinno się unikać znaków nieliterowych, dlatego zalecana jest pisownia ds. Podobnie jest w przypadku wyrażenia wyżej wymieniony”.
Otóż błądzi, kto tak pozwala innym sądzić (albo: kto tak nieprecyzyjnie odpowiada na prosty problem językowy). W języku polskim może być tylko ds., każda inna postać skrótu od wyrażenia „do spraw” będzie błędem ortograficznym. I dalej drążąc tę jakże nietrafną „poradę”: jeśli ukośnik nazwiemy znakiem nieliterowym, jak należałoby nazywać powszechną w polskich skrótach kropkę? Chyba tak samo. Czy zatem z wyżej przytoczonej odpowiedzi będziemy wnioskować, że większość polskich skrótów jest zapisywana niezgodnie z normami polskiej ortografii??! Dość ryzykowna to byłaby teza...
Wyjaśnijmy zatem, już bez kpiarskiego tonu: polszczyzna każe unikać ukośnika w skrótach. Normy ortograficzne (znów odsyłamy do PWN-u) wyraźnie mówią, że zapis skrótów z ukośnikiem to błąd ortograficzny i powszechność tego błędu, na razie przynajmniej, nie wpływa na złagodzenie zasad językowych. Jedynie poprawnie będzie zatem:
k. Krakowa, ds. ekologii, ww. obszary, jw. napisano, n. Odrą itp.
Tytuł jednego z odcinków poradni z portalu proto.pl głosi „Skracać to trzeba umieć”. No cóż, święta racja! Uczmy się wszyscy, byle nie na bezmyślnie powielanych błędach.
„Mebelkowo
....
Mogilany k/Krakowa".
Jakże często zdarza się widzieć (na kopertach, w ogłoszeniach, na stronach WWW, na wizytówkach itp.) podobne niepoprawne zapisy. Mamy więc Frankfurt n/ Menem, Kostrzyn n/ Odrą, Proszowice k/ Krakowa, Świder k/ Warszawy, Dobrzyń n/ Wisłą, Pobiednik k/ Wieliczki...
A przecież polskie normy językowe mówią, że stosowanie ukośnika w skrótach jest błędem ortograficznym, znaki interpunkcyjne, jakie dopuszcza nasz język, to kropka (znakomita większość przypadków) i łącznik (zwany też z angielska dywizem – dosłownie kilka przypadków, np. w skrótach s-ka, czyli spółka, czy z-ca, czyli zastępca).
Problemy z ukośnikiem w polszczyźnie widzimy zresztą nie tylko w „geograficznych” skrótach. Samochód Mebelkowa i przypadek Mogilan k/ Krakowa przypomniał nam o ostatnio przeczytanej „poradzie językowej” w portalu proto.pl (witryna o public relations). Oto pytanie czytelnika i odpowiedź zamieszczona w dziale Poradnia językowa, poddziale Polski (więcej czytaj tutaj):
„Pytanie: Ds. czy d/s?
Odpowiedź: Obie postaci skrótów wyrażenia do spraw są poprawne. W skrótach polskich powinno się unikać znaków nieliterowych, dlatego zalecana jest pisownia ds. Podobnie jest w przypadku wyrażenia wyżej wymieniony”.
Otóż błądzi, kto tak pozwala innym sądzić (albo: kto tak nieprecyzyjnie odpowiada na prosty problem językowy). W języku polskim może być tylko ds., każda inna postać skrótu od wyrażenia „do spraw” będzie błędem ortograficznym. I dalej drążąc tę jakże nietrafną „poradę”: jeśli ukośnik nazwiemy znakiem nieliterowym, jak należałoby nazywać powszechną w polskich skrótach kropkę? Chyba tak samo. Czy zatem z wyżej przytoczonej odpowiedzi będziemy wnioskować, że większość polskich skrótów jest zapisywana niezgodnie z normami polskiej ortografii??! Dość ryzykowna to byłaby teza...
Wyjaśnijmy zatem, już bez kpiarskiego tonu: polszczyzna każe unikać ukośnika w skrótach. Normy ortograficzne (znów odsyłamy do PWN-u) wyraźnie mówią, że zapis skrótów z ukośnikiem to błąd ortograficzny i powszechność tego błędu, na razie przynajmniej, nie wpływa na złagodzenie zasad językowych. Jedynie poprawnie będzie zatem:
k. Krakowa, ds. ekologii, ww. obszary, jw. napisano, n. Odrą itp.
Tytuł jednego z odcinków poradni z portalu proto.pl głosi „Skracać to trzeba umieć”. No cóż, święta racja! Uczmy się wszyscy, byle nie na bezmyślnie powielanych błędach.
wtorek, 21 grudnia 2010
Uwaga na edycję!
„Organizacja XYZ pragnie złożyć serdeczne wyrazy wdzięczności za Państwa zaangażowanie i pomoc udzieloną podczas IV Edycji ogólnopolskiego Konkursu Nauk Przyrodniczych «XYZ»”. To przykład na to, jak dużą rangę zyskało tępione przez językoznawców słowo „edycja” – twórcy nazw rozmaitych konkursów/wydarzeń/festiwali itp. zaczynają je bowiem traktować jako immanentną część nazwy własnej (albo nazwę własną samą w sobie – IV Edycja to przecież coś innego niż I Edycja, V Edycja czy XXIII – trzeba zatem przypisać temu słowu odrębność, myślą sobie użytkownicy języka). PR-owcy dają temu wyraz przez użycie wielkiej litery. I, dodajmy, problem nie jest jednostkowy.
W przedstawionym cytacie z listu do sponsorów i patronów medialnych widać jeszcze jedną wadę. Słowo „edycja” zostało potraktowane jako część nazwy własnej konkursu. Sama jednak nazwa straciła jakby znaczenie – wobec tego, że słów pisanych wielką literą w tak krótkim fragmencie byłoby, w odczuciu nadawcy tego komunikatu, zbyt dużo, trzeba było zastanowić się nad wyborem, dość przypadkowym w efekcie. Nazwą zatem jest teraz Konkurs Nauk Przyrodniczych, słowo „ogólnopolski”, choć wskazuje na charakter rywalizacji i jak najbardziej zasługuje na potraktowanie go jako części składowej pełnej nazwy, uznawane jest tutaj jako pospolite określenie, wtręt.
Jak byłoby poprawnie? Tylko w takim zapisie: IV edycja Ogólnopolskiego Konkursu Nauk Przyrodniczych „XYZ”.
Słowa „edycja” z języka już się wyrugować chyba nie da – tak zrosło się z nazwami rozmaitych wydarzeń odbywających się cyklicznie, że już i językoznawcy przestali z nim walczyć. Pamiętajmy jednak, że słowo to jest wciąż pospolitym rzeczownikiem (takim jak np. – z innych kontekstów – „odcinek”, „seria”, „etap” itp.) i tym samym nie możemy zapisywać go wielką literą.
W przedstawionym cytacie z listu do sponsorów i patronów medialnych widać jeszcze jedną wadę. Słowo „edycja” zostało potraktowane jako część nazwy własnej konkursu. Sama jednak nazwa straciła jakby znaczenie – wobec tego, że słów pisanych wielką literą w tak krótkim fragmencie byłoby, w odczuciu nadawcy tego komunikatu, zbyt dużo, trzeba było zastanowić się nad wyborem, dość przypadkowym w efekcie. Nazwą zatem jest teraz Konkurs Nauk Przyrodniczych, słowo „ogólnopolski”, choć wskazuje na charakter rywalizacji i jak najbardziej zasługuje na potraktowanie go jako części składowej pełnej nazwy, uznawane jest tutaj jako pospolite określenie, wtręt.
Jak byłoby poprawnie? Tylko w takim zapisie: IV edycja Ogólnopolskiego Konkursu Nauk Przyrodniczych „XYZ”.
Słowa „edycja” z języka już się wyrugować chyba nie da – tak zrosło się z nazwami rozmaitych wydarzeń odbywających się cyklicznie, że już i językoznawcy przestali z nim walczyć. Pamiętajmy jednak, że słowo to jest wciąż pospolitym rzeczownikiem (takim jak np. – z innych kontekstów – „odcinek”, „seria”, „etap” itp.) i tym samym nie możemy zapisywać go wielką literą.
niedziela, 5 grudnia 2010
Makabra w sklepie z zabawkami
Okres mikołajkowo-świąteczny w pełni, zatem sklepy z zabawkami przyciągają tłumy. Tłumy te coraz częściej kierują swe kroki w stronę regałów z zabawkami edukacyjnymi, dydaktycznymi, a nawet - ostatnio - naukowymi. W dużych i małych sklepach zabawkowych można już bowiem kupić rozmaite zestawy, których celem jest wprowadzenie dziecka w świat fizyki, chemii, biologii, geometrii itp. Mamy zatem np. "Młodego paleontologa", "Hodowlę kryształów", "Elektronik start", "Laboratorium perfum", "Kopalnię minerałów" i wiele wiele innych.
Wśród nich znaleźć też można (np. w sieci sklepów SMYK) zestaw nazwany przez jego producenta "Pierwsza chemia". Wbrew pierwszym skojarzeniom nie jest to jednak zestaw z dziedziny medycznej (inna wersja takiego zestawu mogłaby wtedy zostać nazwana "Mały onkolog", na wzór "Małego doktora"), ale zabawka, która ma być dla dziecka pierwszą lekcją chemii, coś w rodzaju minilaboratorium - kilka probówek, pojemniczków, pipet itp. przedmiotów nieodzownych do wykonywania pierwszych eksperymentów.
A przecież można było wymyślić neutralną nazwę dla tej zabawki. "Małe laboratorium", "Pierwsza lekcja chemii", "Mały chemik"... Może wtedy nazwa tego naukowego zestawu nie zapadałaby tak w pamięć, ale może też - nie odstraszałaby w pierwszym odruchu sporej części klientów.
Wśród nich znaleźć też można (np. w sieci sklepów SMYK) zestaw nazwany przez jego producenta "Pierwsza chemia". Wbrew pierwszym skojarzeniom nie jest to jednak zestaw z dziedziny medycznej (inna wersja takiego zestawu mogłaby wtedy zostać nazwana "Mały onkolog", na wzór "Małego doktora"), ale zabawka, która ma być dla dziecka pierwszą lekcją chemii, coś w rodzaju minilaboratorium - kilka probówek, pojemniczków, pipet itp. przedmiotów nieodzownych do wykonywania pierwszych eksperymentów.
A przecież można było wymyślić neutralną nazwę dla tej zabawki. "Małe laboratorium", "Pierwsza lekcja chemii", "Mały chemik"... Może wtedy nazwa tego naukowego zestawu nie zapadałaby tak w pamięć, ale może też - nie odstraszałaby w pierwszym odruchu sporej części klientów.
piątek, 3 grudnia 2010
Wielkie z małym
Jeden z ważniejszych w Polsce dostawców usług telekomunikacyjnych, firma Aster, reklamuje ostatnio pakiety swoich usług hasłem „Aster-o-nomiczne promocje”. Autora tego sformułowania skusiło zgrabne połączenie znanego powszechnie przymiotnika z nazwą firmy. Jednak hasło to jest przykładem coraz powszechniejszego w reklamach dawania prymatu formie nad treścią czy, inaczej, obojętności na normy językowe wynikającej z pogoni za atrakcyjnością reklamowego sloganu.
Według słowników wyrazów obcych (przewertowaliśmy kilka, by nie być gołosłownymi) astronomiczny to bowiem: „o liczbach: bardzo wielki, zawrotny, ogromny”. Reklama mówiąca o astronomicznych (w domyśle) promocjach daje nam zatem pod rozwagę oksymoron, bo coś, co de facto jest obniżką ceny (tak należy rozumieć słowo promocja w tym kontekście), zderzone zostaje z sugestią liczby ogromnej, niewyobrażalnie wysokiej.
Podobnym hasłem „pochwalić się” może mały i szerszemu odbiorcy nieznany sklepik na ul. Kalwaryjskiej w Krakowie. Na witrynie sklepowej można przeczytać wielkie i kolorowe hasło „Wysokie rabaty”. I znów coś tu zgrzyta. O rabacie (ten rabat, czyli obniżka) powiemy przecież raczej, że jest duży, możemy też nazwać go atrakcyjnym (bo klient zwraca na niego uwagę, widząc w takim zakupie korzyść dla siebie), ale mówienie wysoki, o czymś, co obniża cenę... Zabieg dla nas wątpliwy.
No chyba że w sklepie, którego reklama zwróciła naszą uwagę, w sprzedaży są aktualnie wysokie rabaty, czyli grządki kwiatowe. To też teoretycznie jest możliwe i już widzimy oczyma duszy wysokie i wąskie połacie ziemi, w sam raz dopasowane do możliwości ogrodników, którym problemy z kręgosłupem nie pozwalają się schylać, a pasja życiowa, czyli sadzenie kwiatów, nie pozwala żyć spokojnie. Bo czego to ludzie nie wymyślą?
Według słowników wyrazów obcych (przewertowaliśmy kilka, by nie być gołosłownymi) astronomiczny to bowiem: „o liczbach: bardzo wielki, zawrotny, ogromny”. Reklama mówiąca o astronomicznych (w domyśle) promocjach daje nam zatem pod rozwagę oksymoron, bo coś, co de facto jest obniżką ceny (tak należy rozumieć słowo promocja w tym kontekście), zderzone zostaje z sugestią liczby ogromnej, niewyobrażalnie wysokiej.
Podobnym hasłem „pochwalić się” może mały i szerszemu odbiorcy nieznany sklepik na ul. Kalwaryjskiej w Krakowie. Na witrynie sklepowej można przeczytać wielkie i kolorowe hasło „Wysokie rabaty”. I znów coś tu zgrzyta. O rabacie (ten rabat, czyli obniżka) powiemy przecież raczej, że jest duży, możemy też nazwać go atrakcyjnym (bo klient zwraca na niego uwagę, widząc w takim zakupie korzyść dla siebie), ale mówienie wysoki, o czymś, co obniża cenę... Zabieg dla nas wątpliwy.
No chyba że w sklepie, którego reklama zwróciła naszą uwagę, w sprzedaży są aktualnie wysokie rabaty, czyli grządki kwiatowe. To też teoretycznie jest możliwe i już widzimy oczyma duszy wysokie i wąskie połacie ziemi, w sam raz dopasowane do możliwości ogrodników, którym problemy z kręgosłupem nie pozwalają się schylać, a pasja życiowa, czyli sadzenie kwiatów, nie pozwala żyć spokojnie. Bo czego to ludzie nie wymyślą?
Subskrybuj:
Posty (Atom)