Pisałam już o ortografii zalecanej na bożonarodzeniowych kartkach świątecznych (tutaj), dla porządku więc – i ze względu na wiosenną porę – coś o drugich ważnych świętach w roku, czyli o Wielkanocy. Problemy, z którymi zetknąć się mogą autorzy wielkanocnych kartek, są zasadniczo dwa (bo inne zostały omówione w ramach opisu bożonarodzeniowej ortografii):
1. Nazwa samego święta – Wielkanoc – i kłopot nie tylko z jej zapisem, lecz również z deklinacją (odmianą) słowa.
2. Pisownia nazwy zwyczaju oblewania się wodą w wielkanocny poniedziałek, czyli zapis zestawienia śmigus-dyngus.
Co do pierwszej kwestii – mamy do wyboru kilka możliwości. Możemy napisać:
1. „Wesołych/Radosnych/Najlepszych... świąt wielkanocnych”, czyli nie używając nazwy własnej święta, lecz pochodzącego od niej przymiotnika. W takim przypadku zalecam pisownię małymi literami – tak w polszczyźnie zapisujemy przymiotniki, niezależnie od tego, czy pochodzą od wyrazów pospolitych (np. szkoła – szkolny, mgła – mglisty), czy od nazw własnych (np. Europa – europejski, Polska – polski). Tłumaczenie zasadności pisowni wielką literą obu (!) określeń w podanym wyżej zdaniu (czyli pisanie: „Wesołych Świąt Wielkanocnych”) jest moim zdaniem nieco naciągane – przecież jeśli ktoś chce wyraźnie podkreślić uroczysty i ważny dla niego charakter okresu Wielkiejnocy, może użyć nazwy własnej, najlepiej oddającej znaczenie słowa Wielkanoc.
2. „Z okazji Wielkanocy...”, czyli wymieniając nazwę święta, ale odmieniając tylko drugi człon zrostu (słowo Wielkanoc zostało utworzone w wyniku „zlepienia się” dwóch innych słów: wielka+noc; podobnie jest np. ze słowami dobranoc = dobra+noc, Rzeczpospolita = rzecz+pospolita czy zmartwychwstanie = z+martwych+wstanie). To chyba zapis najczęściej spotykany na wielkanocnych kartkach i – dodajmy – najbardziej bezpieczny.
3. „Z okazji Wielkiejnocy...”, czyli z nazwą własną, w której odmieniamy oba człony zrostu. Takie użycie słowa Wielkanoc nada bardziej uroczystego i oficjalnego charakteru naszym życzeniom – a o to zwykle przecież na kartkach świątecznych chodzi. Jako rzadsza forma może także wydawać się bardziej staranna albo... bardziej sztuczna – to zależy od odbiorcy życzeń. Niektórzy zapewne też będą się doszukiwać w niej błędu – taki jest już, niestety, urok form rzadkich.
4. „Z okazji Wielkiej Nocy.../ Z okazji świąt Wielkiej Nocy...”, czyli odsyłając do religijnej idei Wielkiego Tygodnia, zgodnie z którą Wielka Niedziela jest zakończeniem pewnego uroczystego okresu rozważań i modlitw. To forma najrzadziej spotykana, ale możliwa do zastosowania i w pełni poprawna, o czym zaświadcza chociażby Słownik ortograficzny PWN (tutaj).
Na kartkach świątecznych zdarza się też nam wspomnieć o lanym poniedziałku/poniedziałku wielkanocnym (właśnie w takiej pisowni – to już bowiem nie nazwa oficjalnego święta, ale zwyczaju!), tj. o drugim dniu świąt wielkanocnych, i o związanym z nim zwyczaju polewania się wodą, czyli o śmigusie-dyngusie. Warto zapamiętać, że śmigus-dyngus zapisujemy małymi literami i z łącznikiem, możemy też użyć równie poprawnej nazwy śmigus (o etymologii tej nazwy można przeczytać choćby w Słowniku mitów i tradycji kultury W. Kopalińskiego, PIW, W-wa 2001).
I na koniec ciekawostka (dla mnie było to swego czasu odkrycie): ogólna nazwa zabawki używanej do polewania się wodą w lany poniedziałek (pistolet, jajko itp.) to... psikawka, a nie sikawka.
Życzę Państwu wesołych (i trochę mokrych, za sprawą psikawki) świąt!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkie litery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkie litery. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 marca 2015
piątek, 19 grudnia 2014
Ortografia na święta, czyli kilka słów o kartkach bożonarodzeniowych
Czasu do świąt (właśnie: „świąt”, a nie „Świąt”!) Bożego Narodzenia zostało już wprawdzie niewiele, ale problemy z pisownią na kartkach świątecznych budzą wiele emocji i co roku skutkują przynajmniej kilkunastoma telefonami i mejlami, które odbieram, by zaraz radzić i odpowiadać na stale powtarzające się pytania. Dlatego – po odkopaniu się z rzeczonych mejli – poniżej wypunktowałam dla Państwa najczęstsze wątpliwości.
1. „Wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia...” – choć niektórzy językoznawcy próbują pójść na rękę użytkownikom języka polskiego i przychylają się do użycia wielkiej litery w słowie „święta” w takim, jak zapisane wyżej, zdaniu, uzasadniając, że ta pisownia oddaje wyjątkowy stosunek autora do świąt, to trzeba stwierdzić, że takie usprawiedliwienia są mocno naciągane, bezdyskusyjnie poprawna jest tylko pisownia słowa „święta” małą literą, tym bardziej że zaraz pada konkretna nazwa wydarzenia.
2. „Samych sukcesów w nowym roku...” – i tylko tak! Nowy Rok zapisywany wielkimi literami to określenie jednego dnia w roku, tego pierwszego, wtedy jest to nazwa święta i zgodnie z regułami polskiej ortografii należy ją podkreślić wielkimi literami (podobnie jak: Boże Narodzenie, Wielkanoc czy Zielone Świątki i in.). Natomiast na kartce składamy życzenia, które mają obowiązywać przez cały rok, a nie tylko 1 stycznia. By wybrnąć z tej sytuacji (większość użytkowników języka, przyzwyczajonych do pisowni „Nowy Rok”, czuje bowiem niewygodę, gdy radzę im pisać bezbłędnie), proponuję użyć formułki „w nadchodzącym roku” czy „w roku 2015”.
3. „Szampańskiego sylwestra” – i znowu: tylko tak! Sylwester bowiem nigdy nie był świętem oficjalnym, to tylko nazwa zwyczaju dotyczącego przełomu lat, określenie tradycji związanej z radosnym i rozrywkowym spędzaniem ostatniego dnia w roku kalendarzowym oraz z witaniem nowego roku. A zgodnie z regułami polskiej ortografii: jeśli coś nie jest świętem, a jedynie obrzędem, zwyczajem, tradycyjną zabawą (jak np. andrzejki czy walentynki albo właśnie sylwester), zapisujemy to małymi literami.
4. „...życzymy wszystkim naszym Przyjaciołom, Współpracownikom i Sympatykom” – częsty problem przy przygotowywaniu kartek świątecznych (zwłaszcza tych firmowych): jak zapisać ogólne przecież określenia adresatów naszych życzeń. Rozwiązanie jest proste: jeśli chcemy być grzeczni i uhonorować (bo czym innym jest składanie im życzeń?) odbiorców naszej korespondencji, potraktujmy wyrazy ich określające tak, jakby były zwrotami do adresata (takimi jak: Ciebie, Tobie, Twoje...), a te, jak wszyscy chyba wiemy, należy zapisywać wielkimi literami, wyrażając w ten sposób uprzejmy szacunek do czytelników naszych kartek czy listów.
5. „...składa Zarząd firmy XYZ” – problem częsty wśród PR-owców, którzy muszą odpowiednio zadbać o wizerunek swojej firmy. W tym przypadku przychylam się do pisowni wielką literą, słowo „Zarząd” bowiem jest tu niejako określeniem pewnej instytucji w firmie, ciała decyzyjnego istotnego dla funkcjonowania całej organizacji.
W nadziei, że pomogłam wszystkim Czytelnikom tego bloga, pozostaje mi życzyć Państwu radosnych, spokojnych i rodzinnych świąt, udanego sylwestra i spełnienia wielu marzeń w nadchodzącym 2015 roku. Oby nam się wszystkim darzyło! :-)
1. „Wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia...” – choć niektórzy językoznawcy próbują pójść na rękę użytkownikom języka polskiego i przychylają się do użycia wielkiej litery w słowie „święta” w takim, jak zapisane wyżej, zdaniu, uzasadniając, że ta pisownia oddaje wyjątkowy stosunek autora do świąt, to trzeba stwierdzić, że takie usprawiedliwienia są mocno naciągane, bezdyskusyjnie poprawna jest tylko pisownia słowa „święta” małą literą, tym bardziej że zaraz pada konkretna nazwa wydarzenia.
2. „Samych sukcesów w nowym roku...” – i tylko tak! Nowy Rok zapisywany wielkimi literami to określenie jednego dnia w roku, tego pierwszego, wtedy jest to nazwa święta i zgodnie z regułami polskiej ortografii należy ją podkreślić wielkimi literami (podobnie jak: Boże Narodzenie, Wielkanoc czy Zielone Świątki i in.). Natomiast na kartce składamy życzenia, które mają obowiązywać przez cały rok, a nie tylko 1 stycznia. By wybrnąć z tej sytuacji (większość użytkowników języka, przyzwyczajonych do pisowni „Nowy Rok”, czuje bowiem niewygodę, gdy radzę im pisać bezbłędnie), proponuję użyć formułki „w nadchodzącym roku” czy „w roku 2015”.
3. „Szampańskiego sylwestra” – i znowu: tylko tak! Sylwester bowiem nigdy nie był świętem oficjalnym, to tylko nazwa zwyczaju dotyczącego przełomu lat, określenie tradycji związanej z radosnym i rozrywkowym spędzaniem ostatniego dnia w roku kalendarzowym oraz z witaniem nowego roku. A zgodnie z regułami polskiej ortografii: jeśli coś nie jest świętem, a jedynie obrzędem, zwyczajem, tradycyjną zabawą (jak np. andrzejki czy walentynki albo właśnie sylwester), zapisujemy to małymi literami.
4. „...życzymy wszystkim naszym Przyjaciołom, Współpracownikom i Sympatykom” – częsty problem przy przygotowywaniu kartek świątecznych (zwłaszcza tych firmowych): jak zapisać ogólne przecież określenia adresatów naszych życzeń. Rozwiązanie jest proste: jeśli chcemy być grzeczni i uhonorować (bo czym innym jest składanie im życzeń?) odbiorców naszej korespondencji, potraktujmy wyrazy ich określające tak, jakby były zwrotami do adresata (takimi jak: Ciebie, Tobie, Twoje...), a te, jak wszyscy chyba wiemy, należy zapisywać wielkimi literami, wyrażając w ten sposób uprzejmy szacunek do czytelników naszych kartek czy listów.
5. „...składa Zarząd firmy XYZ” – problem częsty wśród PR-owców, którzy muszą odpowiednio zadbać o wizerunek swojej firmy. W tym przypadku przychylam się do pisowni wielką literą, słowo „Zarząd” bowiem jest tu niejako określeniem pewnej instytucji w firmie, ciała decyzyjnego istotnego dla funkcjonowania całej organizacji.
W nadziei, że pomogłam wszystkim Czytelnikom tego bloga, pozostaje mi życzyć Państwu radosnych, spokojnych i rodzinnych świąt, udanego sylwestra i spełnienia wielu marzeń w nadchodzącym 2015 roku. Oby nam się wszystkim darzyło! :-)
Etykiety:
błędy ortograficzne,
nazwy własne,
pisownia,
PR,
savoir vivre,
wielkie litery
wtorek, 21 grudnia 2010
Uwaga na edycję!
„Organizacja XYZ pragnie złożyć serdeczne wyrazy wdzięczności za Państwa zaangażowanie i pomoc udzieloną podczas IV Edycji ogólnopolskiego Konkursu Nauk Przyrodniczych «XYZ»”. To przykład na to, jak dużą rangę zyskało tępione przez językoznawców słowo „edycja” – twórcy nazw rozmaitych konkursów/wydarzeń/festiwali itp. zaczynają je bowiem traktować jako immanentną część nazwy własnej (albo nazwę własną samą w sobie – IV Edycja to przecież coś innego niż I Edycja, V Edycja czy XXIII – trzeba zatem przypisać temu słowu odrębność, myślą sobie użytkownicy języka). PR-owcy dają temu wyraz przez użycie wielkiej litery. I, dodajmy, problem nie jest jednostkowy.
W przedstawionym cytacie z listu do sponsorów i patronów medialnych widać jeszcze jedną wadę. Słowo „edycja” zostało potraktowane jako część nazwy własnej konkursu. Sama jednak nazwa straciła jakby znaczenie – wobec tego, że słów pisanych wielką literą w tak krótkim fragmencie byłoby, w odczuciu nadawcy tego komunikatu, zbyt dużo, trzeba było zastanowić się nad wyborem, dość przypadkowym w efekcie. Nazwą zatem jest teraz Konkurs Nauk Przyrodniczych, słowo „ogólnopolski”, choć wskazuje na charakter rywalizacji i jak najbardziej zasługuje na potraktowanie go jako części składowej pełnej nazwy, uznawane jest tutaj jako pospolite określenie, wtręt.
Jak byłoby poprawnie? Tylko w takim zapisie: IV edycja Ogólnopolskiego Konkursu Nauk Przyrodniczych „XYZ”.
Słowa „edycja” z języka już się wyrugować chyba nie da – tak zrosło się z nazwami rozmaitych wydarzeń odbywających się cyklicznie, że już i językoznawcy przestali z nim walczyć. Pamiętajmy jednak, że słowo to jest wciąż pospolitym rzeczownikiem (takim jak np. – z innych kontekstów – „odcinek”, „seria”, „etap” itp.) i tym samym nie możemy zapisywać go wielką literą.
W przedstawionym cytacie z listu do sponsorów i patronów medialnych widać jeszcze jedną wadę. Słowo „edycja” zostało potraktowane jako część nazwy własnej konkursu. Sama jednak nazwa straciła jakby znaczenie – wobec tego, że słów pisanych wielką literą w tak krótkim fragmencie byłoby, w odczuciu nadawcy tego komunikatu, zbyt dużo, trzeba było zastanowić się nad wyborem, dość przypadkowym w efekcie. Nazwą zatem jest teraz Konkurs Nauk Przyrodniczych, słowo „ogólnopolski”, choć wskazuje na charakter rywalizacji i jak najbardziej zasługuje na potraktowanie go jako części składowej pełnej nazwy, uznawane jest tutaj jako pospolite określenie, wtręt.
Jak byłoby poprawnie? Tylko w takim zapisie: IV edycja Ogólnopolskiego Konkursu Nauk Przyrodniczych „XYZ”.
Słowa „edycja” z języka już się wyrugować chyba nie da – tak zrosło się z nazwami rozmaitych wydarzeń odbywających się cyklicznie, że już i językoznawcy przestali z nim walczyć. Pamiętajmy jednak, że słowo to jest wciąż pospolitym rzeczownikiem (takim jak np. – z innych kontekstów – „odcinek”, „seria”, „etap” itp.) i tym samym nie możemy zapisywać go wielką literą.
piątek, 17 września 2010
Drogę pokażą Ci ci mężczyźni
Tytuł tego wpisu ma może i niezbyt fortunną składnię, ale taka budowa zdania pozwoliła nam pokazać problem, który chcemy tym razem poruszyć. Mowa będzie mianowicie o zaimku wskazującym „ten” oraz o zaimku osobowym „ty” używanym w odmianie pisanej języka, w zwrotach adresatywnych, stosowanych np. w listach, mailach itp.
Oba te zaimki mają homonimiczne formy: „ten” ma postać mianownika liczby mnogiej „ci”, podobnie jak i „ty” w celowniku w swojej krótszej formie „ci” (forma dłuższa to „tobie”). I ta właśnie homonimia jest źródłem błędów ortograficznych. Użytkownicy języka polskiego nauczyli się bowiem w szkołach, że wszelkie formy adresatywne należy zapisywać wielką literą, żeby dać wyraz poszanowaniu adresatów naszych wypowiedzi. Jeśli zatem piszemy np.: „Zwracam Ci na to uwagę, ponieważ widzę, że masz z tym problem”, „Te przykłady najlepiej mogą wskazać Ci zasadę ortograficzną”, „Wykładowca przygląda Ci się od dłuższego czasu, bądź ostrożna”, „Życzę Ci szczęścia” itp., jesteśmy wyczuleni na to, że „Ci” ma być zapisane wielką literą. Ale to wielkie, jeśli można tak powiedzieć, „Ci” na tyle zapadło w pamięć, że coraz częściej zdarza się widzieć także formę zaimka wskazującego „ci” pisaną wbrew normie ortograficznej. I mimo że brak powodów do zapisu tego drugiego „ci” wielką literą, to mamy np. „Rozumiem, co Ci ludzie sobie pomyśleli”, „Gdyby Ci państwo zastanowili się dłużej…”, „Lepszych niż Ci piłkarze nie widziałem” itp.
Przypadek omawianych tu dwóch różnych wyrazów „ci” najlepiej pokazuje, jak oporną na szufladkowanie materią jest język. Tu nie wystarczy nauczyć się zasad, trzeba jeszcze umieć swobodnie się między nimi poruszać i wybierać z nich to, co w danym wypadku jest właściwe (czytaj: poprawne). Inaczej mówiąc: żeby mówić/pisać poprawnie, trzeba najpierw poprawnie myśleć. Czego i sobie życzymy :)
Oba te zaimki mają homonimiczne formy: „ten” ma postać mianownika liczby mnogiej „ci”, podobnie jak i „ty” w celowniku w swojej krótszej formie „ci” (forma dłuższa to „tobie”). I ta właśnie homonimia jest źródłem błędów ortograficznych. Użytkownicy języka polskiego nauczyli się bowiem w szkołach, że wszelkie formy adresatywne należy zapisywać wielką literą, żeby dać wyraz poszanowaniu adresatów naszych wypowiedzi. Jeśli zatem piszemy np.: „Zwracam Ci na to uwagę, ponieważ widzę, że masz z tym problem”, „Te przykłady najlepiej mogą wskazać Ci zasadę ortograficzną”, „Wykładowca przygląda Ci się od dłuższego czasu, bądź ostrożna”, „Życzę Ci szczęścia” itp., jesteśmy wyczuleni na to, że „Ci” ma być zapisane wielką literą. Ale to wielkie, jeśli można tak powiedzieć, „Ci” na tyle zapadło w pamięć, że coraz częściej zdarza się widzieć także formę zaimka wskazującego „ci” pisaną wbrew normie ortograficznej. I mimo że brak powodów do zapisu tego drugiego „ci” wielką literą, to mamy np. „Rozumiem, co Ci ludzie sobie pomyśleli”, „Gdyby Ci państwo zastanowili się dłużej…”, „Lepszych niż Ci piłkarze nie widziałem” itp.
Przypadek omawianych tu dwóch różnych wyrazów „ci” najlepiej pokazuje, jak oporną na szufladkowanie materią jest język. Tu nie wystarczy nauczyć się zasad, trzeba jeszcze umieć swobodnie się między nimi poruszać i wybierać z nich to, co w danym wypadku jest właściwe (czytaj: poprawne). Inaczej mówiąc: żeby mówić/pisać poprawnie, trzeba najpierw poprawnie myśleć. Czego i sobie życzymy :)
środa, 1 września 2010
Sprzedaż kontra kultura języka
Na początek nasz ulubiony cytat z folderu jednej z sieci kosmetycznych: „Mija już 50 lat od chwili, gdy z miłości do kobiet i do Natury, stworzyłem Kosmetykę Roślinną. Jest to kosmetyka unikatowa, dzięki której mogę Wam ofiarować energię witalną roślin i przyjemność, którą może dostarczyć jedynie natura”.
Przytoczony fragment najlepiej wskazuje, że coraz częściej borykamy się z problemem pisowni wielkimi/małymi literami, coraz też więcej pojawia się tu wątpliwości. Bo przecież tezę, że wydawnictwo takie, jak wskazywane powyżej, które w zamierzeniu ma być reklamą firmy, zostało przygotowane byle jak, a przede wszystkim: bez poszanowania reguł poprawności językowej i (co istotne!) grzeczności, musimy z góry odrzucić.
Zajrzyjmy najpierw do słownika ortograficznego (publikowanego przez WN PWN oczywiście – zob. tutaj, innych nie ma większego sensu cytować, choć – zauważmy to od razu – także publikacje WN PWN pozostawiają wiele do życzenia). Pisowni wielkimi i małymi literami tradycyjnie poświęca się we wspominanym słowniku obszerny rozdział. Jest tam napisane m.in.: „Użycie wielkiej litery ze względów uczuciowych i grzecznościowych jest indywidualną sprawą piszącego”, ale i „Wielką literą piszemy nazwy osób, do których się zwracamy w listach prywatnych i oficjalnych (…), a także nazwy osób bliskich adresatowi lub piszącemu”.
Reklama sieci kosmetycznej kierowana przede wszystkim do kobiet (taki jest bowiem target firmy) w pierwszym zdaniu adresowanym do klientek uraża ich uczucia (słowo „kobiet” pisane małą literą, obok „Natury” i „Kosmetyki Roślinnej” pisanych wielkimi literami). W liście założyciela firmy, otwierającym dopracowaną graficznie i marketingowo książeczkę reklamową, zabrakło zresztą nie tylko podstawowych zasad grzeczności językowej, ale i konsekwencji (np. różna w różnych zdaniach pisownia słowa „Natura”), co sprawia wrażenie niechlujności i zdecydowanie obniża wartość (także marketingową!) omawianego wydawnictwa.
Wniosek? Może być tylko jeden: jeśli w swoich działaniach marketingowych (rozumianych m.in. jako tworzenie różnego rodzaju tekstów reklamowych i promocyjnych) firmy będą zapominać o regułach poprawności językowej, a przede wszystkim o językowym savoir-vivrze, zaczną grzeszyć nie tylko przeciw językowi (co akurat w pracy marketingowca może się wydawać mało ważne), ale przede wszystkim przeciw jednej z podstawowych zasad komunikowania się z klientem – zasadzie AIDA (więcej o tej zasadzie zob. np. tutaj). Bo folder/strona/tekst reklamowy/reklama, choć ładnie graficznie przygotowany, atrakcyjnie zilustrowany itp., po pierwszym wrażeniu (attract) może w zdecydowany sposób odstraszyć, ostudzić zainteresowanie produktem i chęć kupienia go. Forma, za którą nie nadąża treść, to bubel i żeby to ocenić, nie trzeba specjalnie wytrawnego oka językoznawcy.
Podobno kot w worku sprzedaje się dziś coraz gorzej. Jak to wróży autorom takich folderów? Na to już mogą Państwo odpowiedzieć sobie sami…
Przytoczony fragment najlepiej wskazuje, że coraz częściej borykamy się z problemem pisowni wielkimi/małymi literami, coraz też więcej pojawia się tu wątpliwości. Bo przecież tezę, że wydawnictwo takie, jak wskazywane powyżej, które w zamierzeniu ma być reklamą firmy, zostało przygotowane byle jak, a przede wszystkim: bez poszanowania reguł poprawności językowej i (co istotne!) grzeczności, musimy z góry odrzucić.
Zajrzyjmy najpierw do słownika ortograficznego (publikowanego przez WN PWN oczywiście – zob. tutaj, innych nie ma większego sensu cytować, choć – zauważmy to od razu – także publikacje WN PWN pozostawiają wiele do życzenia). Pisowni wielkimi i małymi literami tradycyjnie poświęca się we wspominanym słowniku obszerny rozdział. Jest tam napisane m.in.: „Użycie wielkiej litery ze względów uczuciowych i grzecznościowych jest indywidualną sprawą piszącego”, ale i „Wielką literą piszemy nazwy osób, do których się zwracamy w listach prywatnych i oficjalnych (…), a także nazwy osób bliskich adresatowi lub piszącemu”.
Reklama sieci kosmetycznej kierowana przede wszystkim do kobiet (taki jest bowiem target firmy) w pierwszym zdaniu adresowanym do klientek uraża ich uczucia (słowo „kobiet” pisane małą literą, obok „Natury” i „Kosmetyki Roślinnej” pisanych wielkimi literami). W liście założyciela firmy, otwierającym dopracowaną graficznie i marketingowo książeczkę reklamową, zabrakło zresztą nie tylko podstawowych zasad grzeczności językowej, ale i konsekwencji (np. różna w różnych zdaniach pisownia słowa „Natura”), co sprawia wrażenie niechlujności i zdecydowanie obniża wartość (także marketingową!) omawianego wydawnictwa.
Wniosek? Może być tylko jeden: jeśli w swoich działaniach marketingowych (rozumianych m.in. jako tworzenie różnego rodzaju tekstów reklamowych i promocyjnych) firmy będą zapominać o regułach poprawności językowej, a przede wszystkim o językowym savoir-vivrze, zaczną grzeszyć nie tylko przeciw językowi (co akurat w pracy marketingowca może się wydawać mało ważne), ale przede wszystkim przeciw jednej z podstawowych zasad komunikowania się z klientem – zasadzie AIDA (więcej o tej zasadzie zob. np. tutaj). Bo folder/strona/tekst reklamowy/reklama, choć ładnie graficznie przygotowany, atrakcyjnie zilustrowany itp., po pierwszym wrażeniu (attract) może w zdecydowany sposób odstraszyć, ostudzić zainteresowanie produktem i chęć kupienia go. Forma, za którą nie nadąża treść, to bubel i żeby to ocenić, nie trzeba specjalnie wytrawnego oka językoznawcy.
Podobno kot w worku sprzedaje się dziś coraz gorzej. Jak to wróży autorom takich folderów? Na to już mogą Państwo odpowiedzieć sobie sami…
Subskrybuj:
Posty (Atom)