Przyszła pora na kolejny odcinek miniporadnika (pierwszy zob. tutaj). Hasłem przewodnim tego posta będzie „po pierwsze: nie szkodzić", tym razem skupię się bowiem na krótkim spisie rodzicielskich grzechów głównych. Zbyt często bywa bowiem tak, że chcąc pomóc, niepotrzebnie przeszkadzamy, a doraźne korzyści (np. cząstkowa ocena) po naszej matczynej/ojcowskiej akcji ratunkowej tak naprawdę skutkują poważnymi (nie przesadzam) szkodami. Czego zatem należy się wystrzegać?
1. Pomocy polegającej na wyręczaniu. Pisanie za dziecko zadań, przepisywanie lekcji czy wreszcie poprawa dyktand/zadań klasowych w wykonaniu nie dziecka, ale jego rodzica, to bardzo poważny błąd. Co z tego, że nauczyciel się nie zorientuje (czy aby na pewno?) albo nie zwróci uwagi? Co z tego, że dziecko będzie miało w ten sposób „zaliczone" zadanie/poprawę, a może nawet w końcu dostanie dobrą ocenę? Jaki jest w końcu sens tego, że zeszyt będzie wyglądał ładnie, a pismo zyska pozór dziecięcej staranności? Te wszystkie argumenty bledną wobec podstawowej prawdy - wykonywanie pracy za dziecko sprawia, że nasza pociecha zamiast się uczyć, dostaje od nas informację: skoro ci nie wychodzi, nie musisz. A przecież w przypadku nauki ortografii - procesu w ogromnej mierze polegającego na ćwiczeniu pamięci, utrwalaniu obrazu słów przez ich czytanie i (otóż to!!!) pisanie - taka pomoc rodzicielska powinna być zakazana. Jeśli dziecko brzydko pisze, powinno pisanie ćwiczyć (choćby to miało być pisanie po 1-2 zdania dziennie, ale systematycznie, w miarę możliwości starannie, a przede wszystkim uważnie - należy zwracać uwagę na „zjadane" literki czy przekręcane słowa, na znaki interpunkcyjne), np. przez samodzielne przepisywanie jakichś fragmentów czytanek, książeczek czy choćby zdań zapisanych w czasie lekcji. Jeśli dziecko pisze źle (nieortograficznie), lekarstwem też będzie (między innymi) właśnie ćwiczenie pisania - np. na zasadzie pisania krótkich tekstów, najpierw czytanych wspólnie z rodzicem, a potem dyktowanych do zeszytu (proste ćwiczenie pamięci, o wiele przyjemniejsze niż wkuwanie regułek/słówek). Albo na zasadzie samodzielnego pisania poprawy dyktand czy zdań z lekcji - wcześniej źle napisanych (po zaznaczeniu poprawek przez nauczyciela takie już poprawne przepisanie nie powinno stanowić problemu).
2. Nadmiernej powagi. Jeśli dziecko (myślę tu zwłaszcza o edukacji wczesnoszkolnej - klasy I-III) dostanie nagle sygnał „jest źle, MUSISZ się poprawić" wraz z informacją „no, to zaczęła się poważna nauka" i zostanie zarzucone regułkami, długimi i trudnymi dyktandami czy obłożone słownikami, z przerażeniem się wycofa. Tymczasem naszą jako rodziców rolą jest nie straszyć, ale pomagać, co oznacza: znaleźć taki sposób dotarcia do dziecka, by w nauce ortografii widziało ono przyjemność i traktowało ją dalej jako formę zabawy (np. inną formę zgadywanek, zagadek), by nie postrzegało uczenia się ortografii jako poważnego procesu pamięciowego. Nie polecam tu żadnych konkretnych produktów (np. konkretne gry, zestawy ćwiczeń, strony WWW) wspomagających naukę ortografii, ale zachęcam do poszukiwań (bo takie pomoce są naprawdę pomocne), a przede wszystkim do inwencji własnej i zabawy w naukę. Można tu wykorzystać nieśmiertelną „Ortografię na wesoło" Witolda Gawdzika - ale należy tę książkę traktować jako lekturę własną, a nie dziecka. To my możemy skorzystać z zamieszczonych w tej publikacji pomysłów (np. na opracowanie kart do nauki ortografii, na różne formy ćwiczeń pamięciowych, także rysunkowych, na rozmaite dyktanda czy zgadywanki), gotowych zestawów słówek, to my najpierw powinniśmy przeczytać podane tam wierszyki i dyktanda, a potem je tak zmodyfikować, by dla naszych dzieci nie były ani za trudne, ani nudne.
3. Przesady. Jeśli np. ktoś uznaje, że najlepszą formą nauki jest czytanie słownika ortograficznego, to... niewiele wie o uczeniu ortografii. Podobnie jest z tym, kto zaczyna pomagać dziecku od dyktowania mu najeżonych problemami ortograficznymi zdań lub od dyktand o poziomie trudności jak w Ogólnopolskim Konkursie Ortograficznym „Dyktando" (zob. tutaj). Słownik to tylko narzędzie - trzeba traktować go jako pomoc w nauce, wydawnictwo, w którym można sprawdzać pisownię (i warto wyrobić ten nawyk w dziecku - tu polecam różne wydania słowników ortograficznych dla dzieci, dostosowane poziomem trudności do najmłodszych i pełne fajnych regułek czy rysunków, a także z kolorowymi podkreśleniami trudności ortograficznych, co sprzyja nauce poprawnej pisowni), a nie jako gotowiec do wkucia. Podobnie jest z dyktandami - stawiajmy raczej na krótkie, zabawne i łatwe teksty, zwłaszcza na początku. Wybierajmy (lub wymyślajmy) teksty takie, w których jest zaledwie kilka trudniejszych słówek - bo w nauce (nie tylko ortografii) ważniejsze jest wyrobienie nawyku systematyczności niż stawianie wysoko poprzeczki, zwłaszcza na początku.
Na koniec kilka polecanych przeze mnie pomocy online:
1. Strona Ortografka.pl (zob. tutaj) - z powodu jej przyjazności dla dzieci, kilku ciekawych pomysłów (aczkolwiek jeśli chodzi o podstawowy poziom uczenia ortografii, zalecam raczej inspirowanie się tą stroną i modyfikowanie ćwiczeń/dyktand niż kopiowanie pomysłów przy nauce z dzieckiem).
2. Strona projektu Ortofrajda (zob. tutaj) - z powodu poziomu dostosowanego do klas I-III oraz za uzmysłowienie, jak ważna w nauce ortografii jest zabawa kolorami.
3. Strona pomocy z języka polskiego na Zyraffa.pl (zob. tutaj) - za kilka fajnych gier ortograficznych, które można stosować jako przerywniki w nauce.
4. Strona Słownika języka polskiego PWN online (zob. tutaj) - traktuję to jako jedyne rzetelne źródło wiedzy o pisowni, bezcenne zarówno dla tych, co mają problemy z ortografią, jak i dla tych, co są niepewni zapisu, znaczenia, odmiany różnych słów. Od czasu, gdy wydawnictwo zdecydowało się zintegrować na stronie WWW różne słowniki i porady (zatem po wpisaniu hasła/słowa do słownika dostajemy i informacje ze słownika ortograficznego, i ze słownika języka polskiego, i z poradni językowej, i - opcjonalnie - z innych wydawnictw), witryna ma ciekawe i przydatne w różnym zakresie funkcjonalności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka ortografii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka ortografii. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 stycznia 2015
poniedziałek, 27 października 2014
Jak pomóc dziecku w nauce ortografii (cz. 1)
Jako rodzic dziecka w wieku wczesnoszkolnym od niedawna mierzę się z problemem, jak można nauczyć dzieci zasad polskiej ortografii (a ściśle: jak rodzice mogą w tej nauce pomóc swoim pociechom). Problem zrazu był teoretyczny (zastanawiałam się nad tym na użytek własny, gdy mój pierwszoklasista poznał już wszystkie literki i zaczął pisać dłuższe teksty – wtedy dotarło do mnie, że jakoś trzeba zacząć pracować nad ortograficzną poprawnością), z czasem jednak – wraz z pierwszym szkolnym dyktandem – stał się żywy. I ponieważ tak się złożyło, że na tle swojej klasy moje dziecko stanowi chlubny wyjątek jako uczeń całkiem nieźle radzący sobie z ortografią, co skutkuje pytaniami: „Jak to się robi?”, które słyszę i ja od innych rodziców, i mój syn od swoich kolegów, postanowiłam przyjrzeć się sprawie bliżej. Celem tej analizy jest zresztą nie tylko to, by podpowiedzieć innym rodzicom kilka metod pracy z dzieckiem, ale też zamiar usystematyzowania wiedzy dla samej siebie, na przyszłość, ponieważ jestem przekonana, że nauka ortografii (czy szerzej: zasad poprawności językowej) to proces żmudny i długi, nikt nie dostaje w genach/od losu prezentu w postaci znajomości zasad pisowni, co najwyżej może dostać od swoich rodziców mądrą pomoc, i nikt też nie nauczy się ortografii ot tak – po przeczytaniu kilkunastu regułek czy nawet całego słownika ortograficznego (co z całego serca odradzam!).
Oto moje metody.
1. Odkąd raz czy dwa zauważyłam, że w zeszycie, brudnopisie lub w zeszycie ćwiczeń syn napisał coś niepoprawnie (np. „zjadł” literkę, pomylił podobne znaki, zapomniał przyimka itp.), regularnie (co znaczy: mniej więcej raz w tygodniu) przeglądam zeszyty dziecka, wskazuję błędy i zachęcam do ich poprawy. Skutek takiego postępowania zauważyłam już po kilku tygodniach: syn sam zaczął zwracać uwagę na to, czy poprawnie zapisał wyrazy, a od niedawna bawi się nawet w „korektora”, wynajdując błędy w książkach, gazetach, reklamach czy na szyldach. Każda taka jego trafna „korekta” nagradzana jest przeze mnie pochwałą.
Ważna informacja: kiedy, drodzy Rodzice, przeglądacie zeszyty dziecka, nie czytajcie „na pamięć”, ale literka po literce (jak korektor właśnie :-) ). Tylko w ten sposób odkryjecie, że „ogródek” wcale nie jest ogródkiem, a „ogódkiem”, a np. z wyrażenia „w parku” zostało samo „parku”.
2. Od kilku miesięcy (mniej więcej od czasu, gdy syn z dumą oświadczył, że poznał już ostatnią literkę polskiego alfabetu) raz w tygodniu przeznaczamy trochę czasu na zabawę z ortografią. Celowo piszę „zabawę”, bo nie zawsze jest to dyktando (a nawet jeśli jest to dyktando, to zabawne właśnie – zob. punkt 3). Na rynku jest wiele pomocy dydaktycznych, które można wykorzystać do takich zabaw (albo którymi można się zainspirować): puzzle ortograficzne, karty do gry z zapisanymi na nich zagadkami ortograficznymi itp. Bawić się można także np. rozwiązując krzyżówki z dzieckiem, czytając zabawne wierszyki, rywalizując w wymyślaniu i zapisywaniu rymów (ach, te głoski nosowe!) czy słów na określoną literę, skojarzeń itp.
Ważna informacja: każda zabawa językowa, nawet jeśli nie towarzyszy jej zapisywanie słów/zdań/skojarzeń, służy rozwijaniu sprawności lingwistycznej dziecka i mniej lub bardziej wyraźnie przekłada się na umiejętności ortograficzne. I druga rzecz: mimo że internet jest kopalnią różnych treści i często najłatwiej (i najtaniej) jest sięgnąć po pomoc właśnie do sieci, odradzałabym naukę ortografii tylko na zasadzie rozwiązywania zadań/łamigłówek na komputerze. Można od czasu do czasu je wykorzystywać, ale z umiarem, zwłaszcza jeśli myślimy o dzieciach z klas I-III, ponieważ zadania typu „Wybierz z listy właściwą literkę (rz/ż, ch/h, ó/u)” nie sprzyjają zapamiętywaniu poprawnej pisowni.
3. Od czasu do czasu (a od pierwszego klasowego dyktanda już regularnie, przynajmniej raz w tygodniu) urządzam dziecku dyktando w domu. Korzystam przy tym z inwencji własnej, wspieram się tekstami wynajdowanymi w internecie albo wierszykami czy fragmentami tekstów z książek.
Ważna informacja: teksty domowych dyktand są króciutkie (maksymalnie 3-4 niezbyt rozbudowane zdania – nie chodzi przecież o to, by dziecko zmęczyło się samym pisaniem) i zawsze zabawne (np. opowieść o Frącku chorym na wątrobę) lub „życiowe”. Co to ostatnie słowo oznacza? Tylko tyle, by do pracy nad ortografią zaprząc zainteresowania swojego dziecka. Jeśli lubi piłkę nożną, niech to będzie tekst o meczu („...i kiedy sędzia odgwizdał rzut rożny, kilku piłkarzy z drużyny gości próbowało dyskutować z tą decyzją” – prawda, że niełatwe?), jeśli lubi gotować, niech to będzie przepis na sałatkę warzywną albo pasztet z marchewki, pietruszki i soczewicy, jeśli uwielbia komputery, historyjka o Heniu informatyku itp.
4. Jeśli widzę, że dziecko ma problem z zapamiętaniem pisowni jakiegoś wyrazu, staram się mu pomóc przez skojarzenia. I wcale nie chodzi tutaj o przywołanie rodziny wyrazów (druh, bo drużyna – względnie odwrotnie :-) ) czy odmienianie wyrazu przez przypadki (np. wóz, bo wozy), ale o inne zabiegi. Przykładowo: synonimem słowa „różny” jest wyraz „rozmaity” (wymiana „ó” na „o” i „ż” na „z”, super!), pisownię wyrazu „król” można wywieść od wzmianki o królu słońce (wymiana „ó” na „o”, hoho!), jednocześnie coś rysując czy podkreślając dziecku na kartce, by lepiej zapamiętało, a „góry" nie możemy przecież pisać przez „u”, bo znak „u” przypomina raczej dolinę, czyli odwrotność góry :-).
Ważna informacja: warto, w miarę możliwości, wykorzystać przy nauce ortografii swoją wiedzę, np. znajomość języków obcych (nieocenione są tu inne języki słowiańskie, którymi można się posiłkować), umiejętności (np. zabawy plastyczne: narysuj smUtną Ulę idącą do domU – w rysunku wykorzystaj jak najwięcej literek „u”, np. z jednej robiąc spódniczkę Uli, z drugiej buzię dziewczynki, z trzeciej odwrócony dach domu itd.) i wyobraźnię. Pomysłowość absolutnie wskazana!
5. Od zawsze czytamy. Kiedyś było to czytanie dziecku, potem czytanie z dzieckiem (np. na głosy), teraz coraz częściej już tylko podsuwanie dziecku ciekawych książek. I jeśli jeszcze od czasu do czasu czytam synowi książki, robię to dla wspólnej (jego, ale i mojej) przyjemności, zawsze z ciekawością i radością. Jestem przekonana (także przywołując doświadczenia własne jako dziecka kiedyś ogromnie dużo czytającego), że regularne czytanie książek sprzyja nauce ortografii.
Ważna informacja: polecam wybieranie książek bliskich zainteresowaniom dziecka, czyli: opowieści szkolne (także serie o szkolnych i domowych urwisach), historie z zagadkami w tle (opowiadania detektywistyczne), książki o zwierzątkach itp.
Oto moje metody.
1. Odkąd raz czy dwa zauważyłam, że w zeszycie, brudnopisie lub w zeszycie ćwiczeń syn napisał coś niepoprawnie (np. „zjadł” literkę, pomylił podobne znaki, zapomniał przyimka itp.), regularnie (co znaczy: mniej więcej raz w tygodniu) przeglądam zeszyty dziecka, wskazuję błędy i zachęcam do ich poprawy. Skutek takiego postępowania zauważyłam już po kilku tygodniach: syn sam zaczął zwracać uwagę na to, czy poprawnie zapisał wyrazy, a od niedawna bawi się nawet w „korektora”, wynajdując błędy w książkach, gazetach, reklamach czy na szyldach. Każda taka jego trafna „korekta” nagradzana jest przeze mnie pochwałą.
Ważna informacja: kiedy, drodzy Rodzice, przeglądacie zeszyty dziecka, nie czytajcie „na pamięć”, ale literka po literce (jak korektor właśnie :-) ). Tylko w ten sposób odkryjecie, że „ogródek” wcale nie jest ogródkiem, a „ogódkiem”, a np. z wyrażenia „w parku” zostało samo „parku”.
2. Od kilku miesięcy (mniej więcej od czasu, gdy syn z dumą oświadczył, że poznał już ostatnią literkę polskiego alfabetu) raz w tygodniu przeznaczamy trochę czasu na zabawę z ortografią. Celowo piszę „zabawę”, bo nie zawsze jest to dyktando (a nawet jeśli jest to dyktando, to zabawne właśnie – zob. punkt 3). Na rynku jest wiele pomocy dydaktycznych, które można wykorzystać do takich zabaw (albo którymi można się zainspirować): puzzle ortograficzne, karty do gry z zapisanymi na nich zagadkami ortograficznymi itp. Bawić się można także np. rozwiązując krzyżówki z dzieckiem, czytając zabawne wierszyki, rywalizując w wymyślaniu i zapisywaniu rymów (ach, te głoski nosowe!) czy słów na określoną literę, skojarzeń itp.
Ważna informacja: każda zabawa językowa, nawet jeśli nie towarzyszy jej zapisywanie słów/zdań/skojarzeń, służy rozwijaniu sprawności lingwistycznej dziecka i mniej lub bardziej wyraźnie przekłada się na umiejętności ortograficzne. I druga rzecz: mimo że internet jest kopalnią różnych treści i często najłatwiej (i najtaniej) jest sięgnąć po pomoc właśnie do sieci, odradzałabym naukę ortografii tylko na zasadzie rozwiązywania zadań/łamigłówek na komputerze. Można od czasu do czasu je wykorzystywać, ale z umiarem, zwłaszcza jeśli myślimy o dzieciach z klas I-III, ponieważ zadania typu „Wybierz z listy właściwą literkę (rz/ż, ch/h, ó/u)” nie sprzyjają zapamiętywaniu poprawnej pisowni.
3. Od czasu do czasu (a od pierwszego klasowego dyktanda już regularnie, przynajmniej raz w tygodniu) urządzam dziecku dyktando w domu. Korzystam przy tym z inwencji własnej, wspieram się tekstami wynajdowanymi w internecie albo wierszykami czy fragmentami tekstów z książek.
Ważna informacja: teksty domowych dyktand są króciutkie (maksymalnie 3-4 niezbyt rozbudowane zdania – nie chodzi przecież o to, by dziecko zmęczyło się samym pisaniem) i zawsze zabawne (np. opowieść o Frącku chorym na wątrobę) lub „życiowe”. Co to ostatnie słowo oznacza? Tylko tyle, by do pracy nad ortografią zaprząc zainteresowania swojego dziecka. Jeśli lubi piłkę nożną, niech to będzie tekst o meczu („...i kiedy sędzia odgwizdał rzut rożny, kilku piłkarzy z drużyny gości próbowało dyskutować z tą decyzją” – prawda, że niełatwe?), jeśli lubi gotować, niech to będzie przepis na sałatkę warzywną albo pasztet z marchewki, pietruszki i soczewicy, jeśli uwielbia komputery, historyjka o Heniu informatyku itp.
4. Jeśli widzę, że dziecko ma problem z zapamiętaniem pisowni jakiegoś wyrazu, staram się mu pomóc przez skojarzenia. I wcale nie chodzi tutaj o przywołanie rodziny wyrazów (druh, bo drużyna – względnie odwrotnie :-) ) czy odmienianie wyrazu przez przypadki (np. wóz, bo wozy), ale o inne zabiegi. Przykładowo: synonimem słowa „różny” jest wyraz „rozmaity” (wymiana „ó” na „o” i „ż” na „z”, super!), pisownię wyrazu „król” można wywieść od wzmianki o królu słońce (wymiana „ó” na „o”, hoho!), jednocześnie coś rysując czy podkreślając dziecku na kartce, by lepiej zapamiętało, a „góry" nie możemy przecież pisać przez „u”, bo znak „u” przypomina raczej dolinę, czyli odwrotność góry :-).
Ważna informacja: warto, w miarę możliwości, wykorzystać przy nauce ortografii swoją wiedzę, np. znajomość języków obcych (nieocenione są tu inne języki słowiańskie, którymi można się posiłkować), umiejętności (np. zabawy plastyczne: narysuj smUtną Ulę idącą do domU – w rysunku wykorzystaj jak najwięcej literek „u”, np. z jednej robiąc spódniczkę Uli, z drugiej buzię dziewczynki, z trzeciej odwrócony dach domu itd.) i wyobraźnię. Pomysłowość absolutnie wskazana!
5. Od zawsze czytamy. Kiedyś było to czytanie dziecku, potem czytanie z dzieckiem (np. na głosy), teraz coraz częściej już tylko podsuwanie dziecku ciekawych książek. I jeśli jeszcze od czasu do czasu czytam synowi książki, robię to dla wspólnej (jego, ale i mojej) przyjemności, zawsze z ciekawością i radością. Jestem przekonana (także przywołując doświadczenia własne jako dziecka kiedyś ogromnie dużo czytającego), że regularne czytanie książek sprzyja nauce ortografii.
Ważna informacja: polecam wybieranie książek bliskich zainteresowaniom dziecka, czyli: opowieści szkolne (także serie o szkolnych i domowych urwisach), historie z zagadkami w tle (opowiadania detektywistyczne), książki o zwierzątkach itp.
Subskrybuj:
Posty (Atom)