Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tautologie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tautologie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 stycznia 2012

Precyzja z łebkiem kotka w tle

Wpadł nam w oko tekst o brawurowej akcji łódzkich strażaków (całość czytaj tutaj). Otóż pewien malutki kotek zaklinował się w śmietniku, próbując się z niego wydostać przez wąską rurę na dole aluminiowego kontenera. Na akcję pospieszyli strażacy, którzy użyli szlifierki, by uwolnić kocię. Jeden strażak rozcinał rurę, drugi trzymał łebek kotka, by nie przeszkadzał, a trzeci polewał wodą, by od iskier szlifierki nie zapaliła się sierść zwierzęcia i by akcja pozostała ratunkową do końca całego zdarzenia.
Oprócz tego, że spodobał nam się temat tekstu (więcej takich!), to zwróciły naszą uwagę dwa problemy językowe z nim związane. Pierwszego dostarczył nam autor artykułu, pisząc w leadzie: „Godzinę czasu poświęcili strażacy na uwolnienie kota, który rano zaklinował się w rurze na terenie posesji przy ul. Zielonej 66”. Drugi problem wywołali internauci komentujący tekst i rozstrzygający, jak powinno się pisać wyraz „łebek”.

Co do pierwszego: autor popełnił oczywisty błąd językowy, który fachowo nazywa się tautologią, a jego klasycznym przykładem jest „masło maślane”. W związku dwóch wyrazów ten, który jest wyrazem określającym (przymiotnik lub rzeczownik), nie wnosi żadnej nowej treści, powtarza tylko to, co już wyrażone zostało wcześniej. „Godzina” to jednostka czasu, dlatego właśnie dodawanie do niej określenia „czasu” jest błędem. Inne przykłady tego typu językowych potknięć – też wiążące się z czasem – to np. „miesiąc styczeń” (wystarczy „styczeń") czy (bardzo częste!) „okres czasu” (wystarczy „okres").
Kiedyś w jednym ze swoich wystąpień w wideoblogu prof. Jerzy Bralczyk, spierając się z Wojciechem Cejrowskim, powiedział, że można uznać użycie tego typu tautologii za dążenie do szczególnego podkreślenia/doprecyzowania danej informacji (w kontekście pełnej dramatyzmu akcji strażaków to byłby zatem argument broniący autora tekstu). My jednak nie radzilibyśmy Państwu korzystania z tego argumentu – naszym dążeniem powinna być nie tylko precyzja w wyrażaniu informacji, ale i skrótowość wypowiedzi, co w epoce mikroblogów wydaje się decydować o tym, czy ktoś przebije się ze swoim komunikatem, czy nie.

A co wobec tego z „łebkiem”? Jeden z internautów wychwycił to słowo z tekstu i uznał je za błędnie zapisane. Został zaraz zakrzyczany przez innych komentujących, którzy fachowo (naprawdę!) zacytowali wydawnictwa poprawnościowe.
Bo rzeczywiście, określenie małego łba (tym bowiem jest łebek) to taki dziwny rzeczownik, który ma dwie równie poprawne formy zapisu – „łebek” i „łepek”. Nas zawsze dziwi ta druga pisownia („łepek"), ale jak widać, są i tacy, dla których to właśnie „łebek” jest nietypowy.

W Łodzi kotek uratował swój łebek/łepek, choć ta godzina akcji ratunkowej musiała być dla niego ekstremalnie dramatycznym przeżyciem. Nam pozostaje się cieszyć nie tylko z tego, że kotek przeżył i że mamy dzielnych strażaków, ale i z tego, że mamy edukowanych internautów – wrażliwych zarówno na losy zwierząt, jak i na normy językowe :-).

poniedziałek, 11 października 2010

Język: gra w refleks

Sytuacja z kursu jazdy (zajęcia teoretyczne).
Instruktor: - Co powinien teraz zrobić pojazd 1?
Kursantka 1: - Cofnąć się.
Instruktor: - Dobrze, ale gdzie?
Kursantka 1: - ...?
Po kilku chwilach niepokojącej i pełnej napięcia ciszy szept podpowiedzi z sali: - Do tyłu...
Instruktor (uradowany): - Tak, tak, właśnie, musi cofnąć się do tyłu!
Kursantka 1: - ???
Opisane powyżej zdarzenie, z gatunku autentycznych, doskonale pokazuje, jak dynamicznie zmienia się język. Przyzwyczailiśmy się już bowiem - a "my" oznacza tutaj grupę dumnych z siebie użytkowników języka wyczulonych na jego poprawność (mamy nadzieję, że autoironia jest czytelna :-) ) - do zwrotów w rodzaju: "kontynuować dalej", "podskoczyć w górę", "cofnąć się do tyłu" itp., czyli do tautologii. Przyzwyczailiśmy się, bo znamy dobrze teorie mówiące, że język rozwija się w rytm czterech tendencji - jedną z nich jest tendencja do precyzji. Zatem: ktoś mówiący "cofnąć się do tyłu" czuje, że bardzo dokładnie określił kierunek ruchu, bez owego "do tyłu" samo "cofnąć się" jest gorsze, bo jakby niepełne.
Czymś innym jest jednak tendencja do precyzji w języku, czymś innym doprecyzowujące tautologie, a czymś zupełnie innym przytoczone pytanie postawione przez instruktora ze szkoły jazdy. A precyzyjniej - nomen omen - pytanie to doskonale obrazuje konsekwencje utrwalanych błędów. Pytanie to bowiem pokazuje, jak bardzo szybko - np. w ślad za dążeniem do precyzji w języku - następuje zmiana znaczenia słów. Dziś już "cofnąć się" nie różni się wiele od czasownika "pojechać/pójść/skierować się", zaczyna być synonimem tych słów. Nie dość bowiem, że powszechnie używamy łącznie konstrukcji tautologicznej "cofnąć się do tyłu", to jeszcze (a raczej: już) owo "cofnąć się", użyte samo, zaczyna funkcjonować jako czasownik ogólny, w który nie jest wpisany ściśle określony kierunek ruchu, więc ten kierunek trzeba każdorazowo ukonkretnić (co z tego, że każdorazowo wypada dodać "do tyłu"? Może za chwilę to już nie będzie jednak takie oczywiste...).
Język rozwija się - taka jego nieustająca uroda. Purystom językowym pozostaje pozostać w tyle za tymi z użytkowników języka, którzy mówią (rozumują) jak większość i w lot chwytają najbardziej podchwytliwe językowo pytania.
A jak językowy refleks wpływa na refleks na drodze? Pozostaje nam mieć nadzieję, że jeden i drugi nie mają ze sobą wiele wspólnego... ;-)